Reklama

Wiadomości

Premier udaje się do Brukseli

Premier Mateusz Morawiecki uda się w czwartek po południu do Brukseli. W piątek rano rozpocznie się tam dwudniowy szczyt UE, na którym unijni liderzy dyskutować będą na temat wieloletniego budżetu wspólnoty na lata 2021-2027 oraz Europejskiego Instrumentu na rzecz Odbudowy.

2020-07-16 15:15

[ TEMATY ]

premier

KPRM

Będzie to pierwsze od czasu wybuchu pandemii koronawirusa posiedzenie Rady Europejskiej organizowane w formule stacjonarnej.

Zgodnie z najnowszą propozycją szefa Rady Europejskiej Charlesa Michela na odbudowę po epidemii koronawirusa ma zostać przeznaczone 750 mld euro, a unijny budżet na lata 2021-2027 ma wynieść 1,074 bln euro. Fundusz odbudowy po kryzysie ma być finansowany 250 mld euro z pożyczek oraz 500 mld euro z grantów. Wśród źródeł finansowania budżetu mają się z kolei znaleźć - według propozycji Michela - m.in. opłata od plastiku, graniczna opłata węglowa i podatek cyfrowy.

"Agenda spotkania obejmuje negocjacje wieloletniego budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027 oraz Europejskiego Instrumentu na rzecz Odbudowy. To pierwsza próba osiągnięcia porozumienia w tej kwestii. Dyskusja będzie odbywać się według schematu negocjacyjnego, tzw. Negotiating Box, opracowanego przez przewodniczącego Rady Europejskiej na podstawie propozycji Komisji Europejskiej z 27 maja" - wskazał rzecznik rządu Piotr Müller.

Reklama

Dodał, że Polska podkreśla, iż Unia Europejska potrzebuje budżetu ambitnego, przyjętego i wdrożonego jak najszybciej. "Dotyczy to zarówno Wieloletnich Ram Finansowych, jak i dodatkowych środków w ramach Europejskiego Instrumentu na rzecz Odbudowy" - zaznaczył.

Zdaniem Müllera fundusz odbudowy z budżetem w wysokości 750 mld euro będzie korzystnym impulsem rozwojowym dla europejskiej gospodarki. "Powinien mieć sprawiedliwe mechanizmy dystrybucji środków, które uwzględniają specyfikę państw członkowskich. Zwłaszcza różnice w poziomie zamożności. Wprowadzenie nowych źródeł dochodów UE nie powinno nadmiernie obciążać mniej rozwiniętych państw członkowskich" - wskazał.

Müller podkreślił, że strona polska konsekwentnie podnosi postulat uwzględnienia w unijnym budżecie silnej polityki spójności i Wspólnej Polityki Rolnej. "Podkreślamy też kluczowe znaczenie wspólnego rynku i strategii rozwoju przemysłu w UE w odbudowie europejskiej gospodarki po kryzysie związanym z pandemią" - powiedział.

Reklama

"Dla skutecznej odbudowy i dalszego rozwoju niezbędne są stabilne i solidne ramy prawne, pozbawione uznaniowych mechanizmów sprzecznych z duchem Traktatów" - dodał Müller.

Minister ds. europejskich Konrad Szymański podkreślał podczas wtorkowego posiedzenia sejmowej komisji ds. UE, że zarówno unijny budżet, jak i instrument odbudowy będą przedmiotem tej samej decyzji unijnych liderów. Kluczowa zdaniem Szymańskiego może okazać się w negocjacjach relacja między środkami własnymi a podwyższeniu zdolności pożyczkowych do sfinansowania funduszu odbudowy.

Jego zdaniem obecna propozycja szefa RE sytuuje Polskę jako beneficjenta środków UE powyżej europejskiej przeciętnej, a klucz alokacji tych środków jest dla Polski korzystny.

Wśród polskich propozycji przed szczytem wymienił m.in. wyeliminowanie rabatów, które - jak dodawał - sprzyjają najbogatszym państwom oraz budowa "prawdziwych zasobów własnych UE", w tym zbudowanie systemu finansowania w większym stopniu niezależnego od składki narodowej. Taka propozycja - zdaniem Szymańskiego - nie oznaczałaby federalizacji UE z uwagi na pobieranie podatków przez krajowe administracje, ale dałaby szanse, aby kolejne negocjacje WRF "nie prowadziły do kryzysów politycznych", jak ma to miejsce obecnie.

"Dzisiaj tylko presja czasu powoduje, że mamy odrobinę inną sytuację i trochę większe nadzieje na porozumienie" - tak minister ds. europejskich oceniał szanse na doprowadzenie negocjacji do końca w najbliższy weekend.

Szymański wskazywał też, że nowe źródła własne UE nie mogą mieć charakteru regresywnego dla poszczególnych państw. Z tego względu - jak dodawał - Polska była zdecydowanie przeciwna finansowania zasobów własnych UE ze sprzedaży pozwoleń na emisję CO2, a obecnie jest przeciwna opłacie od plastiku, który nie został poddany recyklingowi. Oba te źródła według ministra powodują wzrost opłat dla biedniejszych państw.

"Państwa członkowskie rozumieją coraz lepiej, że każda forma podatku nie może przynosić regresywności, czyli sytuacji, w której bogatsze państwa płacą mniej, a biedniejsze więcej w relacji do dochodu narodowego brutto" - mówił Szymański.

Akcentował natomiast inne możliwości zwiększenia zasobów własnych, w tym podatek cyfrowy. "Polska aktywnie uczestniczyła w dyskusji o zasobach własnych, zwracając uwagę, że to mogłoby rozwiązać wiele problemów UE, popierając dalsze prace nad podatkiem cyfrowym, podatkiem od zysku firm ponadnarodowych na rynku wspólnotowym, graniczną opłatą węglową dla krajów trzecich" - zaznaczył minister.

Zdaniem Szymańskiego KE powinna zrobić więcej w sprawie podatku od transakcji finansowych, a UE koncentrować się na wpływach, które będą ograniczały składkę narodową i nie będą ciężaru finansowania budżetu na państwa członkowskie.

"Dzisiaj widać wyraźnie, że Polska będzie należała do głównych beneficjentów tak WRF, jak i europejskiego instrumentu odbudowy. To sytuacja korzystna, natomiast jest jeszcze bardzo wiele elementów szczegółowych, które wymagają ostatecznego ustalenia, potwierdzenia. Jesteśmy wciąż przed decyzją i ta decyzja pozostaje dziś wciąż trudna" - ocenił Szymański.

Projekt szefa RE Charlesa Michela przedstawiony w ubiegły piątek jest - w ogólnych założeniach - bardzo podobny do wstępnej propozycji KE z końca maja. W porównaniu do niej tylko nieznacznie zmniejszony ma być budżet - z 1,1 bln euro do 1,074 bln euro. Zgodnie z jego propozycją 70 proc. z funduszu odbudowy ma zostać rozdzielonych w latach 2021-2022 na bazie danych, dotyczących bezrobocia i PKB z lat 2015-2019. 30 proc. miałoby się opierać o kryzysowe dane z 2020 i 2021 r. Środki byłby przydzielane (co nie znaczy, że wydawane) w 2023 r. Cała pula na odbudowę miałaby być wypłacona do końca 2026 r.

Michel - co stoi w kontrze m.in. do argumentów polskiego rządu - chce utrzymania rabatów od składek Danii, Niemiec, Holandii, Austrii i Szwecji. To te państwa najmocniej optują za większymi cięciami i oszczędnym budżetem. W propozycji KE z maja rabaty miały zniknąć po brexicie.

Szef RE zaproponował również nowe zasoby własne, w tym opłatę od plastiku, graniczną opłatę węglową i podatek cyfrowy. Nowe źródła finansowania WRF miałyby - zdaniem Michela - pojawić się w 2021 r. Spodziewany wpływy z opłaty z odpadów plastikowych są szacowane na ok. 3 mld euro rocznie. Szef RE chce także, aby to KE zaproponowała nową koncepcję zmian w Europejskim Systemie Handlu Emisjami (ETS). Michel w piątkowej propozycji podtrzymał również propozycję mechanizmu powiązania środków unijnych z praworządnością. Ta ostatnia propozycja została jednak złagodzona w stosunku do propozycji KE z maja, bo zakłada, że do decyzji o ewentualnych sankcjach potrzebne będzie zabranie większości kwalifikowanej państw członkowskich.

Wśród nowych propozycji Michela pojawił się również wynoszący 5 mld euro fundusz rezerwowy na wypadek braku porozumienia o zasadach handlu z Wielką Brytanią oraz stworzenie zasady, aby do środków liczącego 40 mld euro z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji mają mieć dostęp tylko te kraje, które zobowiążą się do celu neutralności klimatycznej do 2050 r. Polska jako jedyny kraj UE na razie tego nie zrobiła.

Szef Rady Europejskiej poinformował, że w efekcie konsultacji z państwami podtrzymał propozycję mechanizmu powiązania środków unijnych z praworządnością w ramach przyszłego budżetu UE. Oznacza to, że będzie ona jednym z tematów rozmów szefów rządów i głów państw w Brukseli.

W kontekście tej kwestii, szef MSZ Jacek Czaputowicz mówił w czwartek w Programie Pierwszym Polskiego Radia, że pełniącym obecnie prezydencję w UE Niemcom, a także państwom Południa zależy na szybkim przyjęciu kolejnego wieloletniego budżetu Unii. "Nasz warunek jest taki: nie może się to łączyć z jakimikolwiek warunkami dotyczącymi praworządności. Nie dlatego, że uważamy, że praworządność jest nieważna, ale uważamy, że nie można tu stworzyć kryteriów obiektywnych i to może być instrument nacisku na państwa. My uważamy, że jesteśmy państwem praworządnym" - oświadczył szef MSZ. (PAP)

autor: Rafał Białkowski

rbk/ mok/

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Premier: dramat Treblinki i innych miejsc kaźni II wojny światowej zapiszemy w pamięci pokoleń

2020-08-02 15:58

[ TEMATY ]

premier

II wojna światowa

Mateusz Morawiecki

PAP/Wojciech Olkuśnik

Czcimy pamięć poległych w tej nierównej walce i oddajemy hołd wszystkim ofiarom Holokaustu - napisał premier Mateusz Morawiecki w liście do uczestników obchodów 77. rocznicy buntu więźniów obozu zagłady Treblinka II. Dramat Treblinki i innych miejsc kaźni II wojny światowej zapiszemy w pamięci pokoleń - dodał.

W niedzielę odbyły się uroczyste obchodów 77. rocznicy buntu więźniów obozu zagłady Treblinka II.

"W miejscu pamięci zagłady Żydów przywożonych tutaj z okupowanej przez Niemców Polski i całej Europy, składamy dziś hołd zamordowanym. Fabryka śmierci w Treblince II w ciągu 15 miesięcy funkcjonowania pochłonęła blisko 900 tys. istnień. Kilkanaście tysięcy ludzi dziennie. Jakby każdego dnia znikało z ziemi niewielkie miasto. W samym środku tego piekła więźniowie odważyli się wzniecić bunt. 2 sierpnia 1943 roku wywołali zbrojne powstanie" - napisał szef polskiego rządu w liście odczytanym przez dyrektora Muzeum Treblinka Edward Kopówka.

"

Dzisiaj w 77. rocznicę tego wydarzenia czcimy pamięć poległych w tej nierównej walce i oddajemy hołd wszystkim ofiarom Holokaustu. Ponawiamy nasze zobowiązanie, że dramat Treblinki i innych miejsc kaźni II wojny światowej zapiszemy w pamięci pokoleń" - podkreślił.

Premier zacytował także w liście wypowiedź Samuela Willenberga, ostatniego uczestnika buntu w Treblince, który zmarł w 2016 r. Jak napisał, Willenberg "prawdę o potwornościach obozu zawarł w poruszających wspomnieniach, literaturze, rzeźbie i relacjach w czasie spotkań z młodzieżą". Przypomniał, że był on "jednym z siedemdziesięciu powstańców, którym udało się zbiec i czekać końca wojny".

Ocenił, że "dzięki takim i podobnym świadectwom możliwe było upamiętnienie śmierci setek tysięcy ofiar Treblinki". "Dziś nie ma już wśród żyjących nikogo z tych, którzy pamiętali obóz. I to nakłada na nasze barki jeszcze większą odpowiedzialność, zobowiązuje nas do dokumentowania prawdy historycznej i przekazywania jej tym, którzy po nas nastaną" - zaznaczył premier Morawiecki.

Wskazał, że "pamięć o piekle Treblinki to nie tylko przywoływanie faktów dot. tej niewyobrażalnej zbrodni, to także refleksja o jej źródłach". "To refleksja o niszczącej sile nienawiści, o pogardzie dla człowieka i jego niezbywalnych praw, o tym, co legło u podstaw dwudziestowiecznej katastrofy naszej cywilizacji. Polska będzie już na zawsze strażnikiem pamięci trudnej historii XX wieku. Ta pamięć musi trwać by podobne wydarzenia już nigdy nie powróciły. Dlatego dziś na tym wielki cmentarzysku ludności żydowskiej nisko pochylamy głowy i mówimy raz jeszcze: pamiętamy i będziemy pamiętać" - zadeklarował w liście szef polskiego rządu.

Wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński w liście odczytanym przez wiceminister kultury Magdalenę Gawin zastanawiał się, "czy współczesny człowiek może zrozumieć skalę Zagłady, jakiej nazistowskie Niemcy dokonały w tym miejscu". "W Treblince II śmierć poniosło około 900 tys. Żydów, z czego ok. 90 proc. to obywatele polscy" - przypomniał.

"Osobiste uczczenie ofiar tego strasznego miejsca jest w tym roku utrudnione. Jednakże pragnę złożyć wyrazy największej czci tym wszystkim, którzy przeszli przez piekło niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i obozów zagłady, a także tym członkom rodzin, którzy wraz z nimi doświadczyli późniejszej traumy poobozowej. Wszystkim, którzy nie pozwolili i nie pozwalają zapomnieć o tej tragicznej karcie w dziejach człowieka, składam serdeczne podziękowania" - napisał minister kultury.

Przypomniał, że od półtora roku otacza opieką państwa polskiego Miejsce Pamięci w Treblince, przez współprowadzenie instytucji wraz z samorządem województwa mazowieckiego. Wskazał, że "przed Muzeum stoją poważne wyzwania na kolejne lata: inwestycja w infrastrukturę, która pozwoli na rozwój działalności edukacyjnej oraz wypracowanie wystawy stałej".

"Liczymy, że w taki sposób nastąpi wzrost świadomości o tragicznym dziedzictwie, jakie na ziemiach polskich pozostawiła zbrodnicza polityka niemieckiego okupanta. Dziś, składając hołd w dniu rocznicy powstania, pragnę zapewnić, że nie ustajemy w staraniach o zachowanie tego miejsca pamięci i przekazanie o nim wiedzy kolejnym pokoleniom" - zaznaczył Gliński.

Podczas obchodów odmówiono modlitwy i złożono kwiaty.

2 sierpnia 1943 r. w obozie zagłady w Treblince wybuchł zbrojny bunt, w którym wzięło udział ponad 800 więźniów. Szacuje się, że ok. 200 z nich udało się uciec, do końca wojny doczekało nie więcej niż 100.

Pierwszym obozem powstałym w okolicach Treblinki był karny obóz pracy Treblinka I. Istniał od lipca 1941 roku. Niemcy początkowo przetrzymywali w nim Polaków, później również Żydów. W obozie panował głód i terror. Do momentu jego likwidacji pod koniec lipca 1944 r. przeszło przez niego ok. 20 tys. więźniów, z czego ok. 10 tys. zmarło lub zostało zamordowanych.

W połowie 1942 r. w ramach "Akcji Reinhard", której celem była zagłada ludności żydowskiej, Niemcy wybudowali obok karnego obozu pracy - obóz zagłady Treblinka II. Jego załogę stanowiło ok. 30-40 Niemców i Austriaków, przeważnie członków SS i policji oraz 100-120 strażników, głównie pochodzenia ukraińskiego. Pierwszym komendantem obozu zagłady w Treblince był doktor medycyny Irmfried Eberle, po nim funkcję tę objął Franz Stangl. Pierwszy transport pojawił się 23 lipca 1942 r., znaleźli się w nim Żydzi z getta warszawskiego; kolejne transporty pochodziły z terenów okupowanej Polski oraz m.in. z Niemiec, Austrii, Francji, Czechosłowacji i ZSRS. Według szacunków historyków, w Treblince zginęło ok. 900 tys. osób. Większość z nich - ok. 760 tys. - pochodziła z terenów polskich. (PAP)

Autor: Katarzyna Krzykowska

ksi/ krap/

CZYTAJ DALEJ

Liban: w Bejrucie miały miejsce dwie eksplozje, są dziesiątki rannych

2020-08-04 18:27

[ TEMATY ]

Liban

PAP

Dwie silne eksplozje wstrząsnęły we wtorek stolicą Libanu, Bejrutem - informuje agencja AFP, według której są dziesiątki rannych. Telewizja Al-Dżazira pokazuje ogromne płomienie i chmury dymu nad miastem.

Libański minister zdrowia Hamad Hasan poinformował we wtorek wieczorem, że w potężnej eksplozji w porcie w Bejrucie zginęło ponad 25 osób, a ponad 2500 zostało rannych.

Występując na żywo w telewizji, wcześniej mówił, że zginęło ponad 30 osób, a ponad 3 tys. odniosło rany.

Z kolej szef libańskiego oddziału Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża podawał liczbę ponad 2200 rannych.

Na ten moment brak jakichkolwiek wiadomości, aby polscy obywatele ucierpieli na skutek eksplozji, do której doszło we wtorek w stolicy Libanu Bejrucie - poinformował na Twitterze wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński.

"Polskie MSZ jest w stałym kontakcie z naszą ambasadą w Bejrucie. Trwa ustalanie dokładnych informacji o przyczynie i skutkach eksplozji; na ten moment brak jakichkolwiek wiadomości, aby ucierpieli obywatele RP" - napisał na Twitterze wiceminister spraw zagranicznych.

Wcześniej agencje i lokalne media pisały o jednej eksplozji, która miała miejsce prawdopodobnie w porcie w Bejrucie, gdzie magazynowane są materiały pirotechniczne. Według tych informacji wybuch był słyszany w wielu częściach miasta.

Agencja AP przekazuje, że w centrum Bejrutu są poważne zniszczenia, w wielu budynkach wyleciały szyby z okien i posypały się sufity, a spod gruzów wyciągani są zakrwawieni ludzie.

Minister zdrowia Libanu Hamad Hasan poinformował, że w wyniku wtorkowej potężnej eksplozji w stolicy kraju Bejrucie jest wielu rannych; są też rozległe zniszczenia. Według agencji AFP doszło do dwóch silnych wybuchów.

Telewizja Al-Dżazira w relacji na żywo pokazuje ogromne płomienie i chmury dymu nad miastem. Do eksplozji doszło prawdopodobnie w porcie, gdzie magazynowane są materiały pirotechniczne.

"Siła wybuchu była ogromna - powiedziała Zeina Khodr z Al-Dżaziry, relacjonująca wydarzenia z Bejrutu. - Szłam ulicą i upadłam na ziemię. Wybuchła panika i zapanował chaos, wszędzie leży szkło".

Wcześniej agencje przekazywały, że w centrum Bejrutu są poważne zniszczenia, w wielu budynkach wyleciały szyby z okien i posypały się sufity, a spod gruzów wyciągani są zakrwawieni ludzie

CZYTAJ DALEJ

"Rz": Kredyt prosto z komputera

2020-08-05 07:38

[ TEMATY ]

kredyt

Adobe.Stock

Wprowadzenie zdalnego pożyczania na zakup mieszkań pozwoli bankom przyspieszyć zamykanie oddziałów - pisze w środę w "Rzeczpospolita".

Jak czytamy, polskie banki od lat są w światowej czołówce nowoczesnych rozwiązań technologicznych, ale jeszcze nie wszystko da się załatwić w pełni online. "Jednym z ostatnich takich produktów były kredyty mieszkaniowe. Teraz także one przechodzą do internetu" - podaje gazeta.

Wyjaśnia, że dotychczas załatwianie hipoteki wymagało przyjścia do banku: klient podpisywał wniosek kredytowy i przynosił kolejne dokumenty, co czasami wymagało kilku spotkań. "Teraz niemal wszystkie czołowe banki umożliwiają zdalne wnioskowanie o kredyt mieszkaniowy, a dokumenty są przesyłane pocztą lub drogą elektroniczną. Zmiany przyśpieszyła pandemia. Wizyta w oddziale jest konieczna, tylko aby podpisać umowę. Ale i to ma się zmienić" - podkreśla.

Cyfryzacja kredytów mieszkaniowych - podkreśla dziennik - byłaby korzystna dla klientów, a bankom przyniosłaby oszczędności. "Może w większym stopniu umożliwić zmniejszanie sieci oddziałów" - ocenia analityk Haitong Banku Marta Czajkowska-Bałdyga.

Jak czytamy w dzienniku, zamykanie oddziałów i w konsekwencji zwalnianie zatrudnionych w nich pracowników trwa od lat. Koronawirus ten proces przyspiesza. Dodano, że banki wskazują, że w końcu czerwca klienci odwiedzali placówki o 20–30 proc. rzadziej niż przed pandemią. "Zamykanie oddziałów przyspiesza też z powodu spadku rentowności banków, co jest skutkiem niemal zerowych stóp procentowych i dużego wzrostu odpisów na niespłacane kredyty" - napisała "Rz".(PAP)

agzi/ amac/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję