Reklama

Prezes Ordo Iuris o swoim bolesnym doświadczeniu: Nasz Emil Ludwik umarł w piątek

Wyjątkowe świadectwo po stracie dziecka. Dzień po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego razem z żoną stracili syna w trzydziestym tygodniu ciąży. Mec. Jerzy Kwaśniewski podzielił się na facebooku dramatycznym świadectwem z ostatnich dni

[ TEMATY ]

świadectwo

Ordo Iuris

Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris

Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris

Umarł otoczony modlitwą w pospiesznej drodze do szpitala.
To był trzydziesty tydzień ciąży. Odkąd usłyszeliśmy diagnozę wiedzieliśmy, że ma niewielkie szanse i to tylko, jeżeli utrzymamy ciążę przez kilka tygodni.


Reklama

CAŁA TREŚĆ POSTA

To będzie bardzo osobiste wspomnienie.

Nasz Emil Ludwik umarł w piątek.

Reklama

Umarł otoczony modlitwą w pospiesznej drodze do szpitala. To był trzydziesty tydzień ciąży. Odkąd usłyszeliśmy diagnozę wiedzieliśmy, że ma niewielkie szanse i to tylko, jeżeli utrzymamy ciążę przez kilka tygodni. Było już jasne, że to nie powtórka z błędnych diagnoz starszych synów, którym przypisywano a to zespół Downa a to inne ciężkie wady, zachęcając od razu do szybkiej aborcji. Tym razem diagnoza była prawidłowa. Rosnąca wada tętniczno-żylna wpływała wyraźnie na rozwój mózgu Emila i przeciążała jego serce, które zajmowało już połowę klatki piersiowej. Opuchnięte ciało utrudniało ruchy. Chwytaliśmy każdy cień nadziei by ratować synka i utrzymać go na tyle długo, by mógł urodzić się i przejść skomplikowaną operację.

Jednak umarł nie czekając na dobry czas.

Żal do świata, lekarzy, Boga i samych siebie wycisnął łzy, rodził rozgoryczenie. To wszystko ustało, gdy wzięliśmy Emila w ramiona. Dwie godziny pożegnań przekuły bunt i żal we wdzięczność za czas, który Emil miał dla nas. Patrząc na jego oczy, nos, paluszki, opuchniętą ale śliczną główkę… doświadczyliśmy uspokojenia i pogodzenia z losem. Kto nie doświadczył takiego pożegnania musi nam uwierzyć.

Dziękujemy lekarzom, położnym, pielęgniarkom, salowym. Dziękujemy wszystkim, których modlitwa umożliwiła nam przeżycie tego czasu zgodnie z wolą Bożą.

Gdyby nie sytuacja ostatnich dni, ta historia zostałaby wyłącznie w naszej rodzinie. Dzisiaj jednak może być dla kogoś potrzebnym świadectwem.

I rzecz ostatnia. Emilek umarł dzień po wyroku Trybunału. Umarł jako równy swemu rodzeństwu, pomimo ciężkiej i śmiertelnej choroby przywrócony na dzień przed śmiercią pod ochronę prawa.

Jerzy i Beata Kwaśniewscy

W najbliższych dniach powiadomimy o Mszy Świętej w jego intencji oraz o pogrzebie. Pokaż mniej

2020-10-25 19:10

Ocena: +16 -6

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Katarzyna Waliczek: Dzieci, które zgodnie z przesłanką eugeniczną mogą być legalnie abortowane - to takie same dzieci jak ja

2020-11-20 10:54

[ TEMATY ]

świadectwo

pro life

pro-life.pl

- Dzieci, które zgodnie z tzw. „przesłanką eugeniczną” mogą być legalnie abortowane to dzieci z takim samym kariotypem jak mój – mówi Katarzyna Waliczek, która urodziła się z Zespołem Turnera.

Nawiązując do protestów wobec wyroku Trybunału Konstytucyjnego uznającego przesłankę eugeniczną za niezgodną z Konstytucją, Katarzyna Waliczek wyraża smutek, że tak wiele osób w imię prawa kobiety do wyboru godzi się na pozbawianie dziewczynek takich jak ona prawa do życia. Dlaczego angażuje się w działalność pro – life? Jak podkreśla, pierwszym impulsem była dla niej lekcja historii w szkole podstawowej, na temat starożytnej Sparty. Uświadomiła sobie wówczas, że jej samej nikt nie dałby tam żadnych szans.

KAI: Urodziła się Pani z Zespołem Turnera. Zgodnie z tzw. „przesłanką eugeniczną” to schorzenie, które kwalifikuje dziecko do aborcji.

- Zespół Turnera to problem dziewczynek. Polega on na tym, że jeden z chromosomów ”x” jest nieobecny lub uszkodzony. Wiąże się to z obrzękiem płodu, częsta jest wada serca. Potem ujawniają się problemy hormonalne, powodujące opóźnione dojrzewanie, bezpłodność, niskorosłość, choć dziewczynki odpowiednio leczone hormonem wzrostu osiągają wzrost zupełnie przeciętny.

Gdy moja mama była ze mną w ciąży widać było, że nie rozwijam się prawidłowo, byłam mniejsza niż być powinnam. Gdy się urodziłam, miałam bardzo poważne problemy zdrowotne, choć diagnoza zapadła dopiero, gdy miałam ok. 10 lat.

Dziś mam lat 28. Oczywiście doświadczam pewnych trudności zdrowotnych, leczę się. Natomiast ukończyłam dwa kierunki studiów - filozofię na UJ i pedagogikę specjalną. Kończę studia doktoranckie z filozofii. Dwa lata uczyłam etyki. Obecnie pracuję jako nauczyciel wspomagający ucznia z niepełnosprawnością. Od kilku lat jestem w szczęśliwym związku. Nie wydaje mi się, że moje życie jest jakieś gorszej jakości niż życie kobiety zdrowej.

KAI: Czy Pani rodzicom proponowano aborcję?

- Oczywiście. Nie było wprawdzie konkretnej diagnozy ale widać było, że coś jest nie tak, więc lekarze proponowali mamie aborcję jako optymalne rozwiązanie. Ja urodziłam się w 1992 r., czyli rok przed uchwaleniem ustawy o ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Warto przypomnieć, że aborcja była wówczas szeroko dostępna i proponowana przez lekarzy wcale nie koniecznie w związku z jakąś wadą czy chorobą dziecka. Jak wspomina moja mama, gdy ja się rodziłam, w tej samej części szpitala leżały kobiety w ciąży i te, które urodziły dziecko oraz te, które miały skierowanie na aborcję. Natomiast moje siostry – bliźniaczki – przyszły na świat w 1994 r. Już rok po uchwaleniu ustawy atmosfera była zupełnie inna.

Całe szczęście moja, że mama nie rozważała aborcji w ogóle. Wiedziała, że tego nie zrobi. Dla niej to nie był „wybór”.

KAI: Od 10 lat związana jest Pani z ruchem pro – life. Czy Pani osobista sytuacja miała wpływ na to zaangażowanie?

- Myślę, że bardzo duży. Pamiętam, że kiedy byłam w 4 klasie szkoły podstawowej, nie wiedziałam jeszcze, co to jest Zespół Turnera, ale miałam świadomość, że po urodzeniu potrzebowałam wsparcia i poważnych interwencji medycznych. Wtedy na historii rozmawialiśmy o starożytnej Sparcie, gdzie dzieci chore i niepełnosprawne – były eliminowane. Przyszło mi wtedy do głowy, że dziecko takie jak ja nie miałoby tam żadnych szans.

W liceum z kolei przeżywałam tzw. sprawę R. R przeciwko Polsce. R. R. to kobieta, która złożyła skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, z uwagi utrudniania przez szpitale i ostatecznie uniemożliwienie dokonania aborcji córki z Zespołem Turnera. Skarga tej Pani została uwzględniona i otrzymała ona ogromne odszkodowanie. Uświadomiłam sobie wówczas, że sprawa ta dotyczy tego samego schorzenia, które mam ja i moje znajome z grupy wsparcia.

Niedługo potem pojawiła się inicjatywa zbierania podpisów za zniesieniem tzw. „przesłanki eugenicznej” i wtedy postanowiłam się w to zaangażować, ze świadomością, że to jest sprawa, która mnie osobiście dotyczy. Podobną decyzję podjęło wówczas kilka moich koleżanek z Zespołem Turnera.

KAI: Jak Pani ocenia wyrok Trybunału Konstytucyjnego uznający „przesłankę eugeniczną” za niezgodną z Konstytucją?

- Całkowicie się z nim zgadzam. Sprzeciwiam się aborcji eugenicznej od wielu lat. Modliłam się też w tej intencji. Początkowo bardzo się cieszyłam z tego wyroku. Potem, gdy widziałam skalę protestów przeciw orzeczeniu, przyszedł smutek i gorzka refleksja, że bardzo wielu Polaków jednak popiera aborcję.

Oczywiście bardzo wiele osób uczestniczących w tych protestach deklarowało – „nie jesteśmy za aborcją, jesteśmy za wyborem kobiety”. Ale co to naprawdę znaczy? Moim zdaniem to, że w „pewnych przypadkach” aborcja jest dobrym, jak najbardziej dopuszczalnym rozwiązaniem. Niestety te „pewne przypadki” dotyczą też takiego przypadku jak mój, osób z takim samym kariotypem jak ja.

KAI: Czy te protesty dotykały Panią osobiście?

- W pewnym sensie odbierałam to jako podważanie mojego prawa do życia. Wprawdzie od wielu osób słyszałam „to nie chodzi o ciebie”, „ty jesteś dorosła i dobrze funkcjonujesz”, ale czy te osoby nie wiedzą, że diagnoza, która może stać się przyczyną aborcji dotyczy dokładnie takich samych dzieci jak ja? Nie rozumiem, jak można to oddzielać. Jeśli ja mam 28 lat i mam konto na Facebooku, tzn. że jestem fajna i mam prawo do życia a jeśli miałabym te 28 lat mniej, to już mi to prawo nie przysługuje i ktoś mógłby zgodnie z prawem „wybrać”, że mi moje życie odbierze? To jest dla mnie w ogóle nie do pojęcia! Myślę też, że bardzo wiele osób, które są przekonane, że walczą o czyjąś godność, nie mają w ogóle świadomości, jak bardzo to, co robią może kogoś dotykać i ranić.

Bolesne było dla mnie również to, że poparcie dla protestów w wielu środowiskach traktowane było jako coś oczywistego, bezdyskusyjnego. Stykałam się z tym nawet w środowiskach, w których bym się tego nie spodziewała, lub w miejscach wydawałoby się całkowicie neutralnych światopoglądowo, np. na stronach związanych z historią i kulturą, które na co dzień obserwuję. Nawet księgarnia internetowa, gdzie kupuję książki uznała za stosowne wypowiedzieć się w tej sprawie – po stronie protestujących. Bardzo to przeżywałam. Odbierałam to jako wszechobecny komunikat – jeśli jesteś dobrym, myślącym człowiekiem, jeśli chcesz być z nami, jeśli chcesz kupować nasze książki – to przecież oczywiste, że popierasz przesłankę eugeniczną.

Mam świadomość, że ludzie uczestniczyli w protestach i Strajku Kobiet z różnych powodów – i politycznych, i antykościelnych i wielu innych. A jednak to co ich łączyło to wyrażana w różnej formie – również pod hasłami „godność kobiet”, czy „wybór, nie nakaz” – akceptacja dla aborcji osób niepełnosprawnych.

KAI: Poparcie dla protestów wypływało jednak również od części osób niepełnosprawnych i ich rodzin.

- To było dla mnie szczególnie trudne, choć mam wrażenie, że dla części tych osób popieranie prawa wyboru wiąże się z tym, że jest im bardzo ciężko i pozbawieni są odpowiedniego wsparcia. Czują, że społeczeństwo, państwo i cały system, w którym funkcjonujemy kompletnie ignoruje ich i ich dziecko, chcą więc wystąpić przeciw temu, głośno powiedzieć, jak bardzo to jest niesprawiedliwe.

Chcę jasno podkreślić, że wszystkie postulaty dotyczące konieczności wsparcie matek, rodzin i osób niepełnosprawnych – w pełni popieram. Z tym, że dla mnie to się wiąże z postawą pro – life, nie pro – choice. Mówi się, że środowiska pro-life interesują się ludzkim życiem tylko do momentu narodzin. To nieprawda. Walczymy też o to, by opieka nad matką i dzieckiem była priorytetem, by osoby niepełnosprawne mogły żyć godnie, by ich rodzice mogli czuć się normalnymi rodzicami a nie terapeutami czy męczennikami. Niestety wciąż na tym polu jest bardzo, bardzo dużo do zrobienia.

Do naszej grupy wsparcia dla osób z Zespołem Turnera, dołącza wiele mam w ciąży, których dzieci mają taką diagnozę. Nikt nigdy żadnej z nich nie powie: „zastanów się, masz wybór”, „to mogą być tortury”, „możesz dokonać aborcji”. Zawsze usłyszą głosy wsparcia, zobaczą przykłady pozytywne. Choć bywa, że ich córki nie dożywają do porodu. A jednak również w naszej grupie pojawiły się głosy poparcia dla Strajku Kobiet. Mam wrażenie, że w naszym środowisku są różne podejścia do tych spraw. Część moich koleżanek z Zespołem Turnera, podobnie jak ja, ma bardzo silne nastawienie pro – life. Część dziewczyn natomiast wyraża poparcie dla aborcji w przypadku głębszych wad. Oddzielają własny przypadek, który umożliwia im w zasadzie zupełnie normalne życie, od przypadków cięższych niepełnosprawności lub wad letalnych. Ja nie potrafię tego oddzielić. Dla mnie życie każdej osoby, nawet z najcięższą niepełnosprawnością to życie, które ma taką samą wartość, jak moje własne. Myślę, że osoby z niepełnosprawnością nie powinny być dzielone na „fajne” i „niefajne”, na tych którzy są warci i niewarci życia.

Niestety w środowiskach opowiadających się za aborcją eugeniczną, również tych, które jednocześnie wspierają osoby niepełnosprawne, stosunkowo rzadko słyszę argumentację, która w jakikolwiek sposób przyjmowałaby za punkt wyjścia lub choćby uwzględniała „punkt widzenia” niepełnosprawnego dziecka, które ma być abortowane. Ja, gdy studiowałam to zagadnienie i zastanawiałam się nad tym, myślałam o tym również z tej perspektywy – żeby to dziecko było zaopiekowane, żeby jego cierpienie było zminimalizowane, a życie – nawet jeśli byłoby krótkie – miało jak najlepszą jakość. Mam wrażenie, że w gronie zwolenników aborcji brakuje zupełnie tej perspektywy. „Dziecko powoduje cierpienie kobiety i trzeba to cierpienie skrócić.” „Niepełnosprawne dziecko niszczy życie mamie, jest problemem dla rodziny, zagrożeniem”. Brakuje refleksji, że niepełnosprawny jest podmiotem, że jego życie ma samo w sobie wartość. Jest raczej myślenie – „Brońmy kobiety i rodziny przed kontaktem z niepełnosprawnością, bo to powoduje cierpienie”.

KAI: Jak ocenia Pani pojawiające się propozycje rozwiązania sporu wokół wyroku Trybunału Konstytucyjnego poprzez zakaz aborcji w przypadkach niepełnosprawności umożliwiających życie a umożliwienie jej w przypadkach wad letalnych?

- Gdyby dzieci np. z podejrzeniem Zespołu Downa, czy Zespołu Turnera (który przecież również widnieje w statystykach, jako przyczyna skierowań na terminację ciąży) były prawnie chronione, miałoby to z pewnością przynajmniej częściowy wpływ na realna ochronę życia znacznej grupy dzieci zagrożonych aborcją eugeniczną.

A jednak takie rozwiązanie jest dla mnie problematyczne, przede wszystkim z uwagi na dzielenie ludzi na „lepszych” i „gorszych”, których życie nie jest warte ochrony. A przecież również takie osoby rodzą się, żyją, organizujemy dla nich rehabilitację, opiekę w hospicjach. Przecież nie chcemy myśleć, że są dla innych „torturą”. Jest w tym dla mnie jakaś wielka niespójność.

Kolejny temat, to nieprecyzyjność sformułowania wada letalna. Słodkie przedszkolaczki z Zespołem Turnera, to często dziewczynki, których szanse na dożycie do porodu były bardzo niewielkie. Występował ogromny obrzęk płodu, ciężka wada serca, konieczna była poważna operacja. Dziecko mogło być nawet w cięższym stanie niż inne dziecko ze zdiagnozowanym poważnym uszkodzeniem.

Pamiętam - bardzo to przeżyłam - gdy w jednym z programów telewizyjnych mówiono o Zespole Edwardsa jako przypadku, który w 100 procentach kwalifikuje się do aborcji. Tymczasem my na pedagogice specjalnej oglądaliśmy reportaż o dziewczynce z tą wadą, która żyła szczęśliwie ok. 9 lat.

O które dziecko i dlaczego mamy walczyć? Czy możliwe jest stworzenie usystematyzowanej listy schorzeń kwalifikujących się do aborcji? Kto jest na granicy życia? Bardzo wiele zależy przecież od indywidualnego podejścia i interpretacji lekarza.

KAI: Wiele kobiet deklaruje jednak, że konieczność donoszenia ciąży w przypadku wielkiej deformacji i nieuniknionej śmierci dziecka wiązałaby się dla nich z traumą nie do przezwyciężenia.

- Tak, rodzice mogą być przerażeni taką diagnozą i to jest wielkie cierpienie. Chciałabym jednak w tym kontekście zwrócić uwagę na podejście i język, jakim mówimy o tych wadach. Ja sama podczas dyskusji nt. aborcji dostaję zdjęcia dzieci z różnymi poważnymi wadami. Ktoś wyszukuje te obrazy w Internecie, ktoś je rozsyła, nie znając ani tego dziecka, ani jego rodziców ani jego historii. Nie ma tam szacunku do człowieka – to zdjęcie „potworka”, który ma straszyć. Mówi się o takim dziecku jak o jakimś nowotworze. Jak inaczej wyglądają zdjęcia z hospicjum perinatalnego, gdzie dzieci mają ubranka i zabaweczki. Zdarza się, że wyjeżdżają w wózeczkach do ogródka. A przecież to są takie same dzieci!

Obserwuję stronę chłopca z wadą, która polega na deformacji kończyn. Jego mama publikuje informacje o nim i o jego postępach ilustrując to pięknymi zdjęciami. A przecież temu samemu chłopcu można by było zrobić zdjęcie, którym by można było straszyć innych nim i jego niepełnosprawnością…

KAI: „Sprzeciwiam się aborcji, ale kobieta powinna mieć wybór”, albo „prawem nie zmienia się sumień” – takie opinie pojawiają się często, również w środowiskach ludzi wierzących. Jak Pani by się do tego odniosła?

- Być może część osób wyraża w ten sposób swój dystans do działań politycznych i ogólne rozczarowanie polityką. Mam jednak wrażenie, że większość deklaruje jednak trochę coś innego, a mianowicie „jestem katolikiem i sam nie dokonałbym aborcji ale uważam, że są przypadki, w których może być ona rozwiązaniem akceptowalnym, czyli w praktyce, w pewnych sytuacjach ją popieram”. Nie wiem, czy te osoby widzą, że coś tu się jednak nie zgadza. Hasło „wybór nie nakaz” w praktyce oznacza poparcie dla przesłanki eugenicznej umożliwiającej legalną aborcję.

Jeśli chodzi o przekonanie, że „prawem nie zmienia się sumień”, wydaje mi się ono przynajmniej w tym sensie fałszywe, że prawo na pewno uczy ludzi i wpływa na ich wybory. Karin Struck, lewicowa działaczka i pisarka niemiecka bardzo popularna w latach 70-tych i 80 –tych, dokonała w pewnym momencie aborcji, gdyż znajdowała się w środowisku, w którym to było zupełnie normalne. W związku z zabiegiem przeżyła gigantyczny kryzys psychiczny, o którym zaczęła mówić bardzo otwarcie, co zresztą spowodowało, że całe to środowisko zupełnie się od niej odwróciło. W swojej książce „Widzę moje dziecko we śnie” Karin Struck pisze, że nie poddałaby się aborcji, gdyby nie byłaby ona legalna. Ta legalność uspakaja. Przecież nie może być czymś dramatycznie złym coś, co jest dostępne normalnie jako zabieg w szpitalu!

Wspominałam już o tym, jak zmieniła się atmosfera wokół aborcji po uchwaleniu ustawy w 1993 r. Skądinąd myślę też, że szerokie społeczne poparcie dla aborcji eugenicznej wynika również z zawartych w tej ustawie przesłanek: ludzie nauczyli się, że aborcja niepełnosprawnego dziecka to może być dobry wybór.

Oczywiście na nasze podejście do ochrony życia wpływa nie tylko polskie prawo ale również to, jak to wygląda w innych państwach. Dlatego w dużej części społeczeństwa głęboko zakorzenione jest przekonanie, że aborcja to coś zupełnie normalnego i że nie warto nawet na ten temat dyskutować.

KAI: Jak rozmawiać ze zwolennikami aborcji?

- Wszyscy zadajemy sobie to pytanie. Sama mam Zespół Turnera, mam kontakt z bardzo wieloma osobami niepełnosprawnymi w różnym stopniu – i na polu zawodowym i prywatnym. Interesuję się, jak działają hospicja perinatalne, związane z tymi najgłębszymi wadami. Chcę się angażować i pomagać i mam już w tym pewne doświadczenie. Jednak, zdaniem wielu zwolenników aborcji, z którymi zdarza mi się rozmawiać, to moje doświadczenie nie daje mi nawet prawa bycia wysłuchaną. Moje refleksje i argumenty nie są w ogóle przyjmowane. Po prostu dobry człowiek popiera aborcję i już. Mam wrażenie, że to jest główny argument niektórych osób.

Trzeba będzie rozmawiać długo a efekty nie przyjdą od razu. Na pewno rozmawiać z szacunkiem.

I to co bardzo ważne – pokazywać, że nie chodzi tylko o ochronę życia nienarodzonych niepełnosprawnych dzieci ale również realne wsparcie i godne życie dla narodzonych.

rozmawiała Maria Czerska

CZYTAJ DALEJ

Argentyna: demonstracje przeciw aborcji, silne poparcie Franciszka

2020-11-30 16:27

[ TEMATY ]

aborcja

papież Franciszek

Vatican News

W ponad 200 argentyńskich miastach odbyły się demonstracje przeciwko projektowi prezydenckiego prawa legalizującego aborcję na życzenie. Mają one różny charakter w zależności od organizatorów. W Buenos Aires odmówiono różaniec przed budynkiem parlamentu, powierzając nienarodzonych opiece Maryi.

Dziś w Argentynie aborcja jest dozwolona w wypadku gwałtu, zagrożenia życia matki oraz poważnego uszkodzenia płodu. Warto przypomnieć, że w ubiegłym tygodniu argentyńscy obrońcy życia otrzymali silne poparcie ze strony Franciszka.

Argentyński papież napisał odręczny list do kobiet, które walczą z aborcją, zwłaszcza w ubogich, robotniczych dzielnicach Buenos Aires.

Franciszek przypomniał im, że „jest to zasadniczo problem etyki ludzkiej, poprzedzający jakiekolwiek wyznanie religijne”. Z tego właśnie powodu, jak pisze, trzeba odpowiedzieć sobie na dwa pytania: „czy aby rozwiązać jakiś problem, słuszne jest niszczenie czyjegoś życia i wynajmowanie płatnego mordercy?”.

Ks. Fabian Alesso, rektor argentyńskiego kościoła w Rzymie, zauważa, że formułując te pytania, Papież bardzo stanowczo podchodzi do zabijania nienarodzonych. Trzeba też pamiętać, że w Argentynie wielokrotnie podejmowano już próby zalegalizowania aborcji. Sprzeciwia się jednak temu większość społeczeństwa.

- Już po raz drugi zaproponowano w parlamencie ten sam projekt prawa. Poprzednio w roku 2018 został odrzucony w senacie. Ludzie wychodzą jednak na ulicę, by pokazać, że się na to nie zgadzają - wskazuje duchowny.

Podkreśla, że „są to zasadniczo manifestacje ekumeniczne. Uczestniczą w nich zarówno katolicy, jak i chrześcijanie innych wyznań, a także ludzie którzy nie identyfikują się z żadną religią, lecz z powodów etycznych sprzeciwiają się przyjęciu tego prawa”.

- Protestują w ponad 200 miastach. Są to manifestacje przeciw nowemu prawu i za życiem. Odbywają się pod hasłem: liczy się każde życie. Te publiczne manifestacje mają pokazać, że zdecydowana większość Argentyńczyków, nie tylko katolicy, ale także ludzie dobrej woli sprzeciwiają się temu prawu. Tym co ich łączy jest wola ocalenia każdego życia, zarówno matki, jak i dziecka w stanie prenatalnym - zaznacza ks. Alesso.

CZYTAJ DALEJ

W rodzinnym domu wszystko się zaczyna. W nim wychowują się heroiczni obrońcy Ojczyzny.

2020-12-01 20:57

[ TEMATY ]

ojczyzna

Armia Krajowa

WOT

Pożegnaliśmy Panią ppłk Lidię Markiewicz - Ziental ps. „Lidka”, żołnierza batalionu AK "Zośka", sanitariuszkę Powstania Warszawskiego, wielką Przyjaciółkę WOT. Wojska Obrony Terytorialnej, jako swoją tożsamość, przejęły tradycje Armii Krajowej, pożegnania są tą smutną stroną zaszczytu Przyjaźni z żołnierzami AK.

„Kolor oliwkowy Jej urny, to symbol miłości i szacunku dla żołnierzy WOT, jaki Ona do Was miała, a od których tak wiele pomocy i współczucia otrzymaliśmy my jako rodzina w tych smutnych chwilach” mówił syn pani Lidii podczas Mszy św. pogrzebowej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie. „Żegnamy żołnierza Armii Krajowej batalionu „Zośka”, niezwykła postawa Rodziny Lidii, jest okazją aby uświadomić sobie, że (…) w rodzinnym domu wszystko się zaczyna, w nim wychowują się święci duchowni, wspaniali urzędnicy państwowi, a także heroiczni obrońcy Ojczyzny”, mówił ks. biskup polowy Józef Guzdek.

We wtorek, 1 grudnia w Katedrze Polowej Wojska Polskiego pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, punktualnie o godzinie 11.00 rozbrzmiał sygnał wojskowy „Słuchajcie wszyscy”. Po wybrzmieniu echa trąbki odczytano Decyzję Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka. Zgodnie z tekstem rozkazu „(…) w uznaniu szczególnych zasług z tytułu zasług w walkach o niepodległość Państwa Polskiego (…) Minister Obrony Narodowej pośmiertnie mianował na stopień podpułkownika Panią major Lidię Markiewicz-Zielntal”.

Minister osobiście przekazał akt mianowania rodzinie śp. Pani pułkownik. W ten sposób ś.p. płk. Lidia Markiewicz-Zielntal, pseudonim „Lidka”, żołnierz Armii Krajowej Batalionu „Zośka” została oficjalnie uhonorowana. Eucharystia pogrzebowa dopełniła aktu pożegnania.

Msza święta rozpoczęła się homilią skierowaną do rodziny oraz osób biorących udział w ostatnim pożegnaniu. „Dzisiejszy pogrzeb (…) jest okazją aby uświadomić sobie, że przyszłość narodu zależy od Świętych Matek, i Świętych Ojców” – tymi słowy rozpoczęto liturgię pożegnania. „W rodzinnym domu wszystko się zaczyna. W nim wychowują się święci duchowni, święci i wspaniali urzędnicy państwowi, ale także heroiczni obrońcy Ojczyzny. Dlatego żegnając śp. Lidię, wspominając jej rodziców i rodzeństwo, prośmy o święte rodziny – wszak wszystko co dobre, zaczyna się w rodzinie”.

Podczas eucharystii pogrzebowej celebrant wyraził współczucie wszystkim tym, których śmierć śp. Pani pułkownik dotknęła, oraz przypomniał obecnym o życiu zmarłej: „Kładziemy na ołtarzu naszego Pana całe jej życie. Dobro, które uczyniła każdego dnia żyjąc i wypełniając swoje obowiązki – w czasie wojny i w czasie pokoju”. Wyraził wiarę, że dobro, które uczyniła śp. Pani pułkownik okazana zostanie przed tronem Pana Boga, aby się za nią wstawiać. Z potrzeby serca i wielkiej wdzięczności zebranych wiernych dziękował Panu za życie zmarłej, „która jest niezwykle dobrym ziarnem Rzeczypospolitej, z którego wyrósł dar wolności nas wszystkich. Dzisiaj, to piękne ziarno Ojczyzny złożymy do gleby ojczyźnianej” – dodał.

W homilii poświęconej historii życia zmarłej ksiądz podkreślił, że „śp. Lidia miała tę niezwykłą zdolność wypatrywania sytuacji, gdzie była potrzebna jej pomoc, czy obecność”, że posiadała „ten niezwykły talent słuchania wezwań do wielkich zadań i ogromnego poświęcenia, nawet w bardzo trudnych okolicznościach swojego życia”. Jak podkreślił duchowny, śp. Pani pułkownik „zdolności tej nauczyła się w domu rodzinnym, gdzie ojciec legionista który walczył i odniósł rany w wojnie z Bolszewikami miał stałe poglądy religijne i polityczne oddany do końca Rzeczypospolitej. Matka zaś niosła pomoc ofiarom, żołnierzom przebywającym w niewoli w łagrach i obozach, organizując zbiórki żywności i rzeczy oraz wysyłając paczki z pomocą charytatywną”. Wspominając zmarłą cytował jej słowa, w których sama przyznawała, jak była nieszczęśliwa „obserwując całe oddanie swojej rodziny potrzebującym i walczącym, że nie mogła nic robić w 1939 roku” – mając wówczas niespełna lat 10. „Nie wytrzymała długo w tej bezczynności – słyszymy w homilii – albowiem słysząc głos Ojczyzny, w wieku 12 lat wstępuje do konspiracji, gdzie przeszła przeszkolenie na sanitariuszkę i podejmuje akcję tzw. małego sabotażu. W dniu wybuchu Powstania Warszawskiego, mając ukończone 14 lat mówi do rodziców, że idzie zobaczyć co się tam dzieje, i zostaje w Powstaniu do końca”.

Historia śp. Pani pułkownik przypomniana z ust osoby duchowej, długo jeszcze echem się niosła w murach Kościoła. Obraz młodej sanitariuszki przyjętej do Batalionu „Zośka”, która przeszła cały szlak bojowy zgrupowania „Radosław” – niezwykle trudny i ciężki wymagający ogromnego poświęcenia. Sceny ran, które odniosła. Dni, w których została odznaczona Krzyżem Walecznych. Obrazy te w pamięci zebranych zapewne pozostaną na długo.

Podczas eucharystii wspominano i upamiętniono brata śp. Lidii – lekarza, który zostając z rannymi żołnierzami bestialsko został zamordowany oraz siostrę, która będąc ciężko ranna w Powstaniu została w szpitalu polowym żywcem spalona. Upamiętniono i rodziców, którzy wywiezieni zostali do obozu. Zabrano tym samym wszystkich obecnych we mszy do czasu, gdy śp. Lidii została całkowicie sama, po to by pokazać, że jej osobiste nieszczęście nie załamało jej, ponieważ cała oddała się Ojczyźnie. Jej służyła całym sercem, ze wszystkich swoich młodych sił.

„Mimo tak ciężkich doświadczeń w szpitalu na Miodowej opatruje i karmi powstańców, ale opatruje i karmi również niemieckich żołnierzy” wspominał na mszy ksiądz. Odniósł tym samym życie śp. Pani Pułkownik do słów Pana Jezusa z ewangelii, który mówił do apostołów: szczęśliwe Wasze oczy że widzą, to co Wy widzicie, i wasze uszy że słyszą, to, co Wy słyszycie. „Choć słowa Mistrza z Nazaretu odnoszą się do sytuacji rozpoznania w nim Syna Bożego, a w jego słowach słowa, które daje życie wieczne, to śmiało również możemy odnieść te słowa do współczesnej sytuacji w historii narodu, oraz do ludzi, takich jak śp. płk. Lidia Markiewicz-Zielntal.

„Czy swoimi wrażliwymi oczami widziała we wrogach i przyjaciołach samego Chrystusa?” – pytał zebranych duchowny, a w swojej refleksji od razu na zadanie pytanie odpowiedział: „Raczej nie. Ale widziała człowieka, który akurat w danej chwili potrzebuje pomocy. Jakże wiele ta postawa ze szpitala przy Miodowej 23 nas nieustannie uczy. Po pierwsze – cokolwiek uczyniliście braciom najmniejszym mnieście tu uczynili, nawet wówczas gdy nie jesteśmy tego zupełnie świadomi. Po drugie – zło zwycięża się tylko dobrem. Mogła się mścić się na rannych niemieckich żołnierzach, o których mówiła, że są potulni i liczą na pomoc i miłosierdzie. Mogła nic nie robić, ale to nie było w jej naturze”. Na koniec dodał, co sama zmarła na ten temat myślała, odpowiadając o tych zdarzeniach w jakimś z wcześniejszych wywiadów: „Nie możemy robić tak jak oni, i choć z ciężkim sercem, niosłam im pomoc”.

Wspominane przez księdza dobro, jakie niosła śp. Pani pułkownik powinno stanowić dla ludzi wskazówkę – jak godnie żyć. „To prawda, że dobro okazane nie zawsze wraca do nas, ale zawsze wraca tam, gdzie go akurat najbardziej potrzeba – podkreślił w kazaniu ksiądz, ale wspomniał również o tym, że dobro okazana przez śp. Pani pułkownik „przyniosło piękny owoc, gdy Niemcy weszli do szpitala na Miodowej i chcieli zabić wszystkich powstańców to właśnie niemiecki major opatrywany i karmiony między innymi przez śp. Lidię, zaopiekowany jak trzeba, wstawił się za nimi wszystkimi i dzięki temu ocaleli”.

Na koniec ewangelii ksiądz prowadzący kazanie podziękował i pożegnał śp. Lidię, mówiąc: „Tak bardzo doświadczona przez życie, i tak bardzo wówczas młoda uczy nas jak warto mieć wrażliwe oczy i uszy na wyzwania danej chwili. Jej hasłem było wezwanie wyuczone jeszcze w szkole podstawowej: dziś, jutro, pojutrze – czyli dzisiaj nauka, jutro walka, a pojutrze trzeba stanąć do pracy. Dziękujemy za to dziś, że nas uczysz dobrego życia i za jutro, ze pokazałaś jak walczyć ze złem, oraz za pojutrze, że nawet w najtrudniejszej chwili zawsze jest nadzieja na przyszłość, kiedy ma się takich ludzi wokół siebie służących dobru, kochających, a nawet opiekujących się tymi, którzy czynią zło. Niech Pan otuli Cię swoją miłością, zaspokoi Twoją nadzieję, i pozwoli odpoczywać w szczęściu. Albowiem tak jak mówiłaś, ludzie wówczas bardzo szybko dorastali. Niech Pan przyniesie Ci pokój wieczny”.

Po eucharystii oraz wezwaniu do modlitwy o zbawienie duszy zmarłej, podczas obrzędu Ostatniego Pożegnania głos zabrał uczestniczący w mszy świętej Minister Obrony Narodowej – Mariusz Błaszczak, a także przedstawicieli rodziny – syn ś.p. Pani pułkownik – Pan Jan Ziental.

W swojej przemowie pogrzebowej Minister Obrony Narodowej – Pan Mariusz Błaszczak wspominał „osobę niezwykłą, niewątpliwie bohatera”. Podobnie, jak ksiądz celebrans nawiązał do wczesno młodzieńczych lat zmarłej, która mając tylko 14 lat stawiła w szeregi warszawskich powstańców, jak i do tradycji rodzinnych, które ukształtowały jej charakter. „Tak została wychowana” – pokreślił Minister, a „Ojczyzna była w potrzebie”. Wspominając tylko czas zmarłej na szlaku bojowym, Minister odniósł się do czasów powojennych, podkreślając, ze mimo zakończenia wojny śp. Pani pułkownik stale była aktywna, „aktywna do ostatnich dni (…)zarówno w środowisku byłych żołnierzy Armii Krajowej, jak i (…) aktywna społecznie”. Aktywność śp. Pani Pułkownik dla środowiska byłych żołnierzy AK w ustach Pana Ministra była znacząca. Przywołał własne wspomnienia z czasu, gdy rozmawiał na ten temat ze zmarłą. „(…) Pamiętam, jak wspominała śp. Prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego i jego historyczną zasługę wśród wielu, ale tą związaną z przywróceniem godności powstańcom warszawskim i żołnierzom Armii Krajowej”. W mowie pożegnalnej, aby oddać jaka była śp. Pani Lidiia – jako człowiek, ale również jako żołnierz, zacytował Minister słowa jej dowódcy, płk. Ryszarda Białołusa, ps. „Jerzy,” który o swoich żołnierzach powiedział w ten sposób: „Ludzie którymi miałem zaszczyt dowodzić, to nie wyspa oderwana od społeczeństwa, ani cierpiętnicy dla których ideałem było polec za Ojczyznę, lecz świadomi swych obowiązków młodzi obywatele Rzeczypospolitej, dla których było żyć dla niej i pracą przyczynić się do jej świetności”. „Tacy byli właśnie oni, żołnierze Armii Krajowej, taka była – we wspomnieniach Pana Ministra – śp. Pani Pułkownik”. W tym uroczystym przemówieniu żegnającym zmarłą, nie zapomniał Minister wspomnieć o wystąpieniu śp. Pani Pułkownik w przeddzień 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego na warszawskich Powązkach: „kiedy odbywał się ponowny pogrzeb jej dowódcy (…) ile było w tym wystąpieniu emocji, pozytywnych emocji, ileż było przekazu polskiego kodu kulturowego, przekazu, który był czymś najcenniejszym, który stanowiło o tym, że Polska przetrwała te trudne czasy, i który też daje nam gwarancję tego, że pokonamy też wyzwania które przed nami dziś stoją. To jest niezwykle ważne, żebyśmy byli wierni tym ideałom którym wierna była Pani Lidia”.

W mowie pożegnalnej Ministra nie mogło zabraknąć wzmianki o zaangażowaniu żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, którzy byli bliscy sercu śp. Pani Lidii ponieważ przejęli tradycje Armii Krajowej. Nie zabrakło również dygresji dotyczącej odczytanego na początku mszy aktu mianowania. „Swego czasu Pani Lidia powiedziała mi, że nie wypada żeby miała wyższy stopień wojskowy niż jej dowódca – przytoczył słowa zmarłej Minister – więc dziś pośmiertnie została awansowana na stopień podpułkownika”. Decyzja o awansie, to nie tylko historia, której bohaterką jest śp. Pani Pułkownik, to również „duch którym odznaczała się, jej postawa życiowa jest silny, i ten duch stanowi o tym że kolejne pokolenia będą równie silne, będą równie wierne w przesłaniu ideału”.

Na zakończenie Pan Minister odniósł się do prośby śp. płk. Lidii Markiewicz-Zielntal, pseudonim „Lidka”, która do powiedziała: „ (…) mam prośbę, pamiętajcie o nas, jak my odejdziemy na Wieczną Wartę”. „Pani Lidio – obiecał w imieniu nas wszystkich Minister – pamiętamy, i będziemy pamiętać. Cześć i chwała bohaterom!”

Syn ś.p. Lidii – Pan Jacek Ziental, w mowie pożegnalnej podziękował za słowa o życiu i zasługach zmarłej mamy oraz wyraził szczególne podziękowania za pamięć, przybycie i pomoc. W pierwszej kolejności podziękował Panu ministrowi Błaszczakowi, nie tylko za udział w uroczystości pogrzebu mojej mamy, ale i za awans na podpułkownika, „(…) który ją na pewno bardzo ucieszy, i na który oczekiwała”. Wspominając mamę odniósł się do spotkania sprzed roku, gdy „(…) Pan Minister gościł w naszym domu, z okazji 90. rocznicy urodzin mojej mamy, Wizyta ta była wielką niespodzianką, (…)sprawiła mamie wiele radości, oraz pozostanie w pamięci naszej rodziny na pewno na wiele, wiele lat”. Z kolei podziękował Generałowi Wiesławowi Kukule „oraz dowodzonymi przez niego jednostkami WOT za wieloletnią opiekę nad mamą oraz okazaną pomoc w czasie choroby. Panie Generale – powiedział Pan Jacek – słowa wsparcia kierowane w pierwszych chwilach po informacji o śmierci mojej mamy były dla mnie ogromnym wsparciem. Dziękuję”. Szczególne podziękowania skierowane zostały do Pana płk. Arturowi Ochalowi – „Pan pułkownik od pierwszej chwili udzielił mi ogromnej pomocy która bardzo przyczyniła się do organizacji dzisiejszej uroczystości. Jego pomoc jest nieoceniona. Kolejne podziękowania skierowane były do przybyłych komandosów z Lublińca, jednostki która na swoich mundurach nosi emblemat Batalionu „Zośka”, „która kilkakrotnie gościła mamę i mama te wizyty na terenie jednostki często bardzo miło wspominała”. Podziękowania skierowane zostały również do Pani Burmistrz Łomianek, do grupy historycznej „Radosław”, oraz do Pani Edyty Mikołajczyk, redaktor, która tworzyła wspaniałe reportaże o śp. Pani Lidii. Na zakończenie mowy pożegnalnej syn Pani Lidii dodał: „(…) kolor urny jest nieprzypadkowy. Kolor symbolizuje kolory mundurów wojska, z którymi mama była emocjonalnie związana, szczególnie z jednostkami Wojsk Obrony Terytorialnej. Symbolizuje również moją wdzięczność za pomoc i współczucie udzielone przez wojsko w tych smutnych chwilach”. Dodać należy, że urna, w której złożono prochy śp. płk. Lidii Markiewicz-Zielntal, pseudonim „Lidka”, miała kolor oliwkowy, jak berety żołnierzy OT.

Ostatnie pożegnanie miało bardzo podniosły charakter. W ostatniej drodze śp. Pani Pułkownik towarzyszyła rodzina, Mariusz Błaszczak, minister obrony narodowej oraz gen. dyw. Wiesław Kukuła, Dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej, przyjaciele i znajomi zmarłej i jej rodziny. Refleksyjny charakter mszy podkreśliły Sygnały Wojska Polskiego – wykorzystywane w chwilach bardziej podniosłych, zaś lektorem czytań biblijnych był żołnierz OT.

Relację ze Mszy Świętej można obejrzeć pod adresem: bit.ly/LidkaMsza

CZYTAJ DALEJ
NIE PRZEGAP
#NiezbednikAdwentowy

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję