Tegoroczna sytuacja z zamknięciem cmentarzy w całym kraju wywołała wiele emocji. Pojawiały się osoby, które ze zrozumieniem podchodziły do całej sprawy, byli też tacy, co negatywnie oceniały decyzję rządu.
Nie skupiając się jednak na wydarzeniach, które przeszły już do historii, a które na pewno zostaną zapamiętane, postanowiłem udać się do jednej z wrocławskich nekropolii, by tam porozmawiać ze spotkanymi osobami, bo przecież na cmentarz przychodzą różni ludzie, bo tym, co nas łączy, a nie dzieli jest śmierć bliskich. W obliczu śmierci zmienia się patrzenie na wiele spraw.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Wchodząc na cmentarz, dostrzegam panią w średnim wieku, która odgarniała liście z pomnika. Podchodzę bliżej. Dostrzegam napis: “Kochanemu mężowi”. Pani Danuta, opowiada mi o chorobie nowotworowej męża. Od jego śmierci minęło już 5 lat.
- Od kiedy mąż zmarł, miejsce to stało się dla mnie szczególne. Tu spoczywa osoba, którą kochałam. Przychodziłam tutaj każdego dnia. Niestety koronawirus sprawił, że od marca nie zawsze mogę tutaj być. Na szczęście obok mojego domu jest przydrożny krzyż. Każdego dnia, gdy nie mogłam być tutaj przychodziłam pod krzyż i tam się modliłam i wyobrażałam sobie, że jestem przy grobie swojego męża - opowiada pani Danuta.
Reklama
O tym, że wierni przychodzili pod kościelne lub przydrożne krzyże świadczy duża ilość zniczy i kwiatów, które zostały przy nich złożone.
Idąc dalej spotykam młodego mężczyznę. Ma na imię Damian. Przyszedł na grób swoich dziadków. Z rozmowy wynika, że należy on do Liturgicznej Służby Ołtarza. Gdy rozmawiamy o zamknięciu cmentarzy, mówi, że z perspektywy uroczystości Wszystkich Świętych, to była dobra okazja do zaznaczenia wagi świętości.
- Zazwyczaj 1 listopada ludzie skupiają się na zmarłych. Zresztą ten dzień przez wielu jest tak traktowany. Zapomina się o Wszystkich Świętych. Moim zdaniem była to dobra okazja do uzmysłowienia ludziom, że jest to radosne święto. A dopiero 2 listopada zastanawiać się nad śmiercią - zaznacza Damian.
Ciekawy wątek. Postanawiam go kontynuować z następną spotkaną osobą. Jest nią pani Zofia, która przychodzi na grób swojej mamy. Zapytana o Uroczystość Wszystkich Świętych, ku mojemu zdziwieniu, zaczyna opowiadać swoje przemyślenia z ostatnich dwóch dni.
Reklama
- Byłam wściekła, że zamknięto cmentarze. To miejsce dla mnie jest święte, zwłaszcza tutaj, gdzie spoczywa moja mamusia. W sobotę nie mogłam usiedzieć w domu. Poszłam nawet pod bramy cmentarza, ale wejść, nie weszłam. Postanowiłam pójść wieczorem do kościoła. Na Mszy ksiądz mówił o Uroczystości Wszystkich Świętych. Pięknie mówił. I takie rzeczy, których nie słyszałam. Pamiętam, jak byłam dzieckiem, że nikt nam nie mówił o różnicach między 1 a 2 listopada. Szło się na msze na cmentarz, ładnie trzeba było się ubrać w najlepszy płaszcz i sukienkę, wieczorem chwilę szło się na cmentarz zobaczyć czy znicze się palą - opowiada pani Zofia.
Pozwoliłem sobie zapytać o te “nowości” usłyszane przez nią na kazaniu. Okazało się, że ksiądz mówił o świętości życia, o możliwości uzyskania odpustów za zmarłych, modlitewnej trosce o zbawienie bliskich zmarłych, a także o radości, którą w Niebie mają święci.
Idąc dalej widzę trzy osoby w różnym wieku. Rozmawiają bardzo ekspresyjnie. Jedna z nich pali papierosa i mocno gestykuluje. Udaje mi się usłyszeć negatywne komentarze odnośnie księży. Gdy zostałem dostrzeżony rozmowy umilkły. Pozdrowiłem ich słowami “Szczęść Boże”. Była to matka z dorosłą córką i synem. Stali nad grobem Marysi, córki i siostry. Zmarła w wieku 5 lat. Widać, że bardzo przeżywają śmierć siostry, mimo że minęło już ponad 10 lat.
- Zginęła w wyniku wypadku samochodowego. Moja najmłodsza córka. Do dziś nie mogę się pogodzić z jej śmiercią. Była taka mała, niewinna - opowiada matka.
Jak przebiegała dalsza rozmowa? Zachowam to dla siebie. Mogę stwierdzić tylko - “Chwała Panu, że postawił na mojej drodze te osoby.
Po krótkiej rozmowie udałem się dalej. Wszedłem w część cmentarza, gdzie pochowane są dzieci. Dostrzegam mężczyznę. Lat około 50. To pan Mirosław. Stoi nad grobem swojej córeczki. Urodzona w roku 1992, zmarła w 1992.
- Żyła tylko 3 dni, ale były to najpiękniejsze dni mojego życia. Moja córeczka - opowiada ze wzruszeniem pan Mirosław.
Reklama
Jak udało mi się dowiedzieć, lekarze nie dawali jej wielkich szans na przeżycie. Zaproponowali aborcję.
- Nie mieliśmy wątpliwości jaką decyzję podjąć, ale były obawy o Małgosię, moją żonę, jak zniesie poród, czy jest zagrożenie jej życia - mówił mój rozmówca.
Gdy to opowiadał, pojawiły się łzy na jego twarzy. Widać, mimo 28 lat od tego wydarzenia, cały czas to przeżywa.
- Moja żona to odważna kobieta. Stanowczo powiedziała, że chce urodzić niezależnie co się wydarzy - stwierdza.
Po krótkiej rozmowie poszedłem dalej. Zbliżałem się do bramy i nagle przypomniałem sobie, że głównym celem mojej wizyty na cmentarzu była modlitwa za zmarłych. ODPUST ZUPEŁNY! - jakby podpowiadał mi mój Anioł Stróż.
Cmentarz to ciekawe miejsce. Można spotkać wielu ciekawych i wspaniałych ludzi.
