Reklama

60. rocznica parafii w Aninie

Moje logo to Jezus Chrystus

Niedziela warszawska 18/2002

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Kiedyś jechać do Anina to było coś. Urokliwy zakątek przyciągał wczasowiczów od 1912 r. Wtedy to hrabia Ksawery Branicki dokonał podziału dóbr wilanowskich z przeznaczeniem na cele rekreacyjne. Nazwa osady powstała od imienia Anny Branickiej. Dzięki nielicznym stałym mieszkańcom w latach 1915-16 wzniesiono małą drewnianą kaplicę w stylu góralskim. Ponieważ miejscowość nadal funkcjonowała jako letnisko, nabożeństwa odbywały się tylko w sezonie. Po pierwszej wojnie światowej zaczęły ściągać tu elity intelektualne Warszawy. Wtedy zaczęto sprawować stałe nabożeństwa, chociaż kościołem parafialnym dla Anina nadal była świątynia w Zerzniu.

Pierwszym kapelanem Anina był ks. Teofil Penkala. Osiedlił się tutaj ze względu na chorobę płuc i służył wiernym przez ostatnie dwa lata życia. Kilka lat później kaplicę rozbudowano - już za bytności ks. Henryka Bogackiego - do rozmiarów 12x10 m. Na zachowanym zdjęciu widać panie w krynolinach z uwagą słuchające Słowa Bożego. Ambona była przytwierdzona do jednej z sosen sadzonych jeszcze przez Branickich. Kapelan kazał do ptaków i pobożnych pań. Panowie, jak to zwykle bywa, stali gdzieś na uboczu i być może dlatego znaleźli się poza kadrem fotografa.

Osada się rozwijała, zaczęto więc myśleć o budowie kościoła. Zgromadzono już nawet jakieś środki na budowę, ale wybuchła wojna. Kilka lat później powstała parafia pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Polski. Erygowano ją 1 czerwca 1942 r., a pierwszym proboszczem został ks. Piotr Pieniążek.

Na tym terenie nie było regularnych walk. W okolicach Anina dokonano jednak pierwszego mordu na ludności cywilnej. Tutaj właśnie po raz pierwszy okupanci przeprowadzili akcję będącą efektem wprowadzenia zbiorowej odpowiedzialności. W odwecie za zabicie Niemców w karczmie, w nocy z 26 na 27 grudnia 1939 r. wyprowadzono z domów 106 mężczyzn. Długo trzymano ich na mrozie, a nad ranem rozstrzelano. Kilku osobom z tej grupy udało się ocalić życie. Wydostali się spod stosu ciał, zanim je pogrzebano. To miejsce szybko zaczęto otaczać kultem, więc okupant przeniósł ciała w inne miejsce.

Oprócz masakry wawerskiej Niemcy dokonywali tu także innych egzekucji. Po wojnie mieszkańcy osiedla często odnajdywali ślady grobów. Świadkami tragicznych wydarzeń były anińskie sosny. Teraz, jeśli chorują czy muszą być wycięte z innych względów, nie są chętnie przyjmowane w tartakach. Prawie każda ma w środku odłamki.

Dziś tablica w kościele upamiętnia działania tutejszej partyzantki AK-owskiej. Na zewnątrz świątyni natomiast wmurowano płytę ku czci ofiar wawerskiej masakry.

Trzy w jednym

Po wojnie ks. Pieniążek rozszerza nieco dawną kaplicę, a także buduje pomieszczenia parafialne. Proboszcz, wychowany na ideałach przedwojennej Akcji Katolickiej, chce szerzyć kulturę chrześcijańską przez ruchomy obraz. Na terenie parafii powstaje kino "Wrzos". Dochód z jego działalności ma być przeznaczony na budowę kościoła. Budynek zostaje ukończony w 1951 r. Zaraz też przejęły go władze komunistyczne. Naturalnie nie było mowy o grabieży, jedynie o dzierżawie. Faktycznie jednak proboszcz stracił kino. W piwnicach budynku ulokowano sale katechetyczne, wyżej mieściła się sala widowiskowa, a na piętrze plebania. Anin, jak i przed wojną, wciąż był atrakcyjnym miejscem. Osiedlała się tu elita intelektualna i ludność napływowa, która straciła swoje domy gdzie indziej. Zamieszkali tu więc profesorowie uniwersyteccy, dostojnicy państwowi, a także różnego rodzaju rzemieślnicy. Na milenium Chrztu Polski parafianie złożyli wotum za ofiary wawerskie w postaci decyzji o budowie nowej świątyni. Pozwolenie wydano 10 lat później, w 1976 r., kiedy proboszczem został ks. Wiesław Kalisiak. Znakiem czasu były wymagania władz co do kształtu świątyni. Dziś wydaje się to absurdalne, że nie mogła być ona wyższa od koron okolicznych drzew. Boczna kaplica kształtem przypomina o zbrodni z 1939 r. - nawiązuje konstrukcją do bunkra.

Budowla powstała w cztery lata. Społeczność anińska chciała mieć nowy kościół, pomagała więc, jak mogła. Niektórzy ofiarowali duże sumy, poza tym zaowocowały kontakty ks. Kalisiaka w Stanach Zjednoczonych. Był bardzo korzystny kurs walutowy, za jednego dolara można było kupić sto cegieł. Nazwiska parafian zaangażowanych w budowę zostały uwiecznione na witrażach. Na przykład pewna pani przez cały czas budowy prała ubrania robotników, robi to zresztą do dzisiaj. Inżynier nadzoru poprowadził całą budowę nie biorąc zapłaty. Inny pan wykonał prace hydrauliczne - łącznie zmontował 2 km rur. Była też Niewidzialna Rączka, podrzucała zawiniątka z banknotami. - Nie mieliśmy pojęcia - wspomina ks. Kalisiak - kto to może być. Aż wreszcie złapaliśmy ją za rączkę. Okazało się, że była to pani, która pochodziła z majętnej rodziny. Sama żyła bardzo skromniutko, a kapitał przeznaczała na pomoc dla bardzo wielu osób. Przed śmiercią wszystko rozdała.

W kwietniu 1979 r. trzeba było już zadaszać kościół. Blacha miedziana na pokrycie dachu, to było marzenie ściętej głowy.

- Dzwoniłem do huty w Katowicach - wspomina Proboszcz - bardzo mili dla mnie byli, ale mówią, że nie mają, że takie są przepisy. Napisałem list do premiera Jaroszewicza. "Zwracam się do Pana Premiera jako do sąsiada", niekoniecznie jako do wierzącego czy parafianina. Wspomniałem o wotum, o ofiarach wawerskich. Za kilka dni pod budynek kina podjeżdża czarna wołga. Wysiada jakaś pani. " Czy mam przyjemność z księdzem proboszczem?" - pyta. "Ma pani, a w jakiej sprawie?" "Chodzi o list księdza do pana premiera. Pan premier chciałby księdza poznać. Już może ksiądz ze mną wsiadać i jedziemy" . "Proszę pani, ale nie wiem, na ile dni wziąć kanapki, czy zabrać pidżamę, szczotkę do zębów..." "Nie, nie trzeba nic zabierać" - ona na to. Pojechali w Aleje Ujazdowskie, do Rady Ministrów. - Premier był zajęty - snuje opowieść ks. Kalisiak - więc zaprowadzono mnie do min. Wieczorka, który wtedy budował Centrum Zdrowia Dziecka. Mówi mi: "Ksiądz buduje, ja buduję, zobaczymy, co się da zrobić". Za chwilę zaproszono mnie do premiera. Co ksiądz sobie życzy - pytają. Herbatę, ciasteczko, koniaczek czy coś innego? Mówię, że zależy, ile czasu będziemy siedzieć, to wszystkiego po kolei. W pewnym momencie otworzyły się wysokie drzwi i wszedł Jaroszewicz: "Witam mojego proboszcza!" . Wstałem i mówię: "Panie premierze, to ja wobec tego po kolędzie" . Obiecał mi, że towarzysz Wieczorek zna już sprawę i wszystko załatwi. Wreszcie mówi: "Tak się mile z księdzem rozmawia, dobrze by było, gdyby tak się rozmawiało z kard. Wyszyńskim. A co ksiądz o nim sądzi?" Ja na to: "Panie premierze, bardzo przepraszam, ale ja przyszedłem w sprawie blachy, a o tych sprawach pogadajcie sobie na górze". " O, ksiądz cwany jest, to dobrze, nie będziemy poruszać tego tematu" .

Po tej interwencji - telefon z Katowic. Ksiądz zamówił 16 ton blachy i w ciągu tygodnia cały transport znalazł się przed kościołem.

Owieczki do strzyżenia

- Wtedy Kościół kojarzył się z poczuciem wolności, ludzie się tu garnęli - mówi aniński Proboszcz. - Teraz jest inaczej. Ludzie chcą odprawiać Drogę Krzyżową nie tyle viam dolorosam, ile viam dolarosam. Dzisiaj świątynią dla ludzi jest budynek bankowy, zresztą wystrojem coraz bardziej przypominający świątynię.

A ks. prałat Wiesław Kalisiak, jak twierdzi, za bardzo o możnych tego świata nie zabiega. Być może zaowocowałyby to jakimś groszem dla kościoła. Tyle tylko, że za taki dar zawsze trzeba zapłacić. Czasem, jak ktoś ma możliwość i chęć coś ofiarować, to ksiądz chętnie przyjmie. Jednak dzisiaj bardziej opłaca się założyć fundację, bo samemu też się z tego korzysta. Proponowano też księdzu zorganizowanie koncertu w kościele, powiesiłoby się logo firmy sponsorującej. Proboszcz na to: "Logo u nas to jest Pan Jezus i nikt poza Nim". "To my będziemy szukać gdzie indziej" - pomysłodawcy na to.

Parafia liczy około 15 tys. wiernych. Nie wszyscy są aktywnie zaangażowani w jej życie. Jest jednak grupa ludzi, której sprawy kościoła bardzo leżą na sercu. Ks. Kalisiak wyznaje zasadę, że jeśli tylko nie będzie się ludzi traktować jak owieczek do strzyżenia, to będą się interesować. Jak ludzie czują się współgospodarzami, to dadzą z siebie wiele, bo to będzie ich sprawa.

Oprócz Anina parafia obejmuje tereny Wawra i Sadula. Ta druga część szybko się rozbudowuje. Od kilku lat trwają prace przy budowie nowego kościoła. Proboszczem będzie obecny wikariusz aniński, ks. Dariusz Cempura. Patronem świątyni będzie św. Benedykt, sprawujący pieczę także nad Europą. W planach na najbliższe miesiące jest doprowadzenie budowy do stanu surowego. Ksiądz Biskup jest bardzo życzliwy tej sprawie, być może uzna, że prace postąpiły na tyle, by erygowanie parafii było możliwe w dniu wspomnienia św. Benedykta, 11 lipca.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2002-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Fulton Sheen: Teleewangelista czy prorok zza oceanu?

2026-02-14 20:15

[ TEMATY ]

Abp Fulton J. Sheen

pl.wikipedia.org

Abp Fulton Sheen

Abp Fulton Sheen

„Spierał się z Darwinem, Freudem, Marksem i szatanem. Nacierał uszu demokratom za lekceważenie demokracji, ganił kapitalistów za chciwość, a cały Zachód za to, że dawał komunizmowi szansę na rozwój przez lekceważenie własnej wiary chrześcijańskiej” – tak Fultona Johna Sheena scharakteryzowano w magazynie Time.

Na początku lat 50. XX wieku amerykańska telewizja wchodziła w swój złoty wiek, który trwał kolejne dwie dekady. Nigdy wcześniej ani nigdy później telewizja nie wpływała tak znacząco na kulturę i sposób życia zwykłego Amerykanina. Srebrny ekran kształtował to, jak społeczeństwo postrzegało rodzinę, miłość, politykę i inne aspekty życia – nawet normy społeczne. Telewizja stała się w pewnym sensie medium „totalnym”, formując amerykańskie umysły bardziej, niż współcześnie czyni to internet. Powstające wówczas seriale i programy były starannie produkowane, miały dobrze napisane scenariusze, wybitnych aktorów i reżyserów, dominowała jednak wśród nich tematyka rozrywkowa – z jednym wyjątkiem. Nowojorski biskup, który wytykał Amerykanom grzech, mówił im o obowiązkach wobec Boga i rodziny, ganił komunistów i z chrześcijańską miłością modlił się na antenie za Hitlera i Stalina, gromadził każdego tygodnia przed odbiornikami miliony widzów. Był to paradoks tamtych czasów, że z najpopularniejszymi programami rozrywkowymi mógł konkurować pod względem oglądalności tylko katolicki biskup. Fulton John Sheen stał się swego rodzaju telewizyjnym celebrytą, a w 1952 r. otrzymał nawet Nagrodę Emmy – telewizyjnego Oscara – dla „Najbardziej Wybitnej Osobowości” srebrnego ekranu. Jego audycje i książki były rozchwytywane nie tylko przez katolików. Również dziś, ponad cztery dekady od jego śmierci, książki bp. Sheena błyskawicznie znikają z księgarskich regałów. Jak osoba ta zdobyła rozgłos? Dlaczego bp Sheen nadal jest tak popularny, również w Polsce?
CZYTAJ DALEJ

Wiara nie wyrasta z ludzkiej przenikliwości, lecz z daru poznania udzielonego przez Boga

2026-01-20 10:59

[ TEMATY ]

rozważania

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

pixabay.com

Mędrzec Syrach (Ben Sira) pisze w Jerozolimie na początku II wieku przed Chr., w świecie, w którym judaizm styka się z kulturą grecką. Jego nauczanie broni odpowiedzialności człowieka. Odrzuca myślenie fatalistyczne. Fragment zaczyna się od prostego stwierdzenia, iż zachowanie przykazań pozostaje w zasięgu woli. Syrach opisuje wybór obrazem ognia i wody. To obrazy rzeczywiste, dotykalne, nie abstrakcyjne. Ręka wyciąga się ku temu, co człowiek wybiera. Potem pada para „życie i śmierć”. To nawiązanie do Pwt 30,15-20, gdzie Mojżesz stawia ludowi przed oczy dwie drogi. Syrach przenosi ten schemat na codzienność pojedynczej osoby. Wolność staje się wymagająca, bo prowadzi do konsekwencji. Autor natychmiast dopowiada, że Bóg widzi wszystko. W tekście pojawia się motyw „oczu Pana”, znany z literatury mądrościowej. Oznacza czujność Boga wobec czynów, słów i zamysłów. Ostatnie zdania są kluczowe dla biblijnej teologii zła. Bóg nie nakazuje grzeszyć i nie daje pozwolenia na występek. Grzech nie ma źródła w Bogu. Źródłem grzechu jest decyzja człowieka. Syrach w ten sposób broni świętości Boga i godności człowieka, który odpowiada za własne wybory.
CZYTAJ DALEJ

Nawrocki: zawetuję ustawę o osobie najbliższej, jeżeli nie będzie zapisu o wyjątkowości małżeństwa

2026-02-15 11:54

[ TEMATY ]

Karol Nawrocki

zrzut Polsat News

Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział weto do ustawy o statusie osoby najbliższej, jeśli nie będzie w niej zapisu o wyjątkowym statusie małżeństwa. Pytany o nowelę ustawy o KRS stwierdził, że nie jest zwolennikiem oddawania kwestii układania polskich sądów wyłącznie przez środowisko sędziowskie.

Prezydent Karol Nawrocki w niedzielę w Polsat News był pytany o projekt ustawy o statusie osobie najbliższej. - Byłem zaniepokojony, gdy dostałem ten projekt, w którym społeczną akceptację dla tego projektu potwierdzały 42 radykalne organizacje działające na rzecz środowisk mniejszości seksualnych. (...) Ja bym chciał rozwiązać tę kwestię, mówię to szczerze, (...), ale żeby rozwiązać tę kwestię trzeba odejść od dyskusji ideologicznej. Trzeba spojrzeć na wyjątkowość małżeństwa - dodał.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję