Mam na myśli oczywiście ostatnie wydarzenia zza oceanu. I nie mówię tutaj nawet o samym szturmie tłumu Amerykanów na Kapitol, ale o działaniach największych mediów społecznościowych wobec prezydenta Donalda Trumpa. A są to działania niebagatelne – najpierw profil polityka na Facebooku został zablokowany na czas nieokreślony, a niedługo potem administracja Twittera zawiesiła dożywotnio osobiste konto głowy państwa. Podobnie postąpiły także takie portale jak Instagram czy Snapchat. Dodajmy, że poprzez te działania odcięto ludzi od apelu Trumpa, który wzywał swoich zwolenników, aby rozeszli się pokojowo do swoich domów. Jednocześnie konkurencyjna wobec Twittera aplikacja Parler została usunięta ze sklepu Google Play i ten sam krok rozważa firma Apple. Wszystko oczywiście dla dobra społeczeństwa.
Reklama
Cenzura wciąż jeszcze urzędującego prezydenta największego mocarstwa świata, i to na taką skalę, to rzecz bez precedensu, chociaż już podczas kampanii niektóre media przerywały arbitralnie wystąpienia Donalda Trumpa z uwagi na rzekome kłamstwa. Sytuacja wygląda przecież tak, że w istocie niemal połowa obywateli USA została pozbawiona swojego najważniejszego przedstawiciela w mediach społecznościowych, które dzisiaj są kluczowe w walce o władzę i w jej sprawowaniu. Oczywiście wszystko odbywa się pod płaszczykiem wzniosłych wartości – troski o prawdę, demokrację, pokój itp., bo nikt przecież nie powie, że banujemy ludzi, z którymi nam nie po drodze. Warty odnotowania jest fakt, że w tym samym czasie komunistyczny dyktator Nicolas Maduro może pisać, co mu ślina na język przyniesie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Jednak tak naprawdę nie chodzi tutaj o to, że zbanowano akurat Donalda Trumpa. To oczywiście jaskrawy przykład, który miejmy nadzieję obudzi ludzi, lecz problem tak naprawdę tkwi w olbrzymim, wciąż rosnącym wpływie wielkich korporacji medialnych na społeczeństwo. Jak widać, nieformalna władza mediów społecznościowych wymyka się kontroli nawet najpotężniejszych rządów świata. Nie bez winy jest tutaj także sam Trump, który mimo krytyki takiego stanu rzeczy, nie uporządkował samowoli koncernów medialnych. I chyba bez tego się nie obędzie.
Na naszych oczach rodzi się nowy totalitaryzm. Jego założenia nie spływają krwią, a metody są dużo bardziej subtelne niż fizyczna eliminacja. Wielu komentatorów obserwując to, co się dzieje przytacza powieść George’a Orwella – „Rok 1984”. Być może niektórzy zauważyli jednak, że tytuł niniejszego felietonu pokrywa się z tytułem nieco mniej znanej, chociaż chronologicznie wcześniejszej i równie proroczej antyutopii autorstwa Aldousa Huxleya. W myśl obu tych powieści należy odebrać człowiekowi wolność, bo ona definiuje nas jako ludzi i upodabnia do Boga. „Wolność jest nieefektywna i przykra. Wolność to okrągły kołek w kwadratowej dziurze” – pisał Huxley. Czy chcemy takiego świata?
