Reklama

Pro i contra

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Upadek elity

Reklama

Znakomity znawca zewnętrznych i wewnętrznych uwarunkowań sytuacji w Polsce, wykładający w Niemczech na Uniwersytecie w Bremie, prof. Zdzisław Krasnodębski, opublikował kolejną nader wnikliwą krytyczną analizę upadku polskiej "elity". Oto niektóre ważniejsze myśli tekstu prof. Krasnodębskiego, opublikowanego w Rzeczpospolitej z 5-6 października pt.: Utopia po komunizmie. Stracona dekada: "(...) Ostatnim atutem w tej zgranej do reszty talii kart, jaką posługuje się elita III Rzeczypospolitej, pozostaje Unia Europejska. Ale już widać, że manna z nieba nie spadnie. Wkrótce czeka nas kolejne gorzkie rozczarowanie, bo nikt za nas naszych problemów nie będzie rozwiązywał, a słabi mogą liczyć tylko na litość (...).
Polska była jedynym krajem realnego socjalizmu, w którym na progu przemian istniała alternatywna elita polityczna. Byli w tej nowej elicie ludzie - tak się wydawało - szlachetni, mądrzy, politycznie wyrobieni. Niestety, okazała się kompletnie nieprzygotowana do rządzenia państwem. Bywały chwile, kiedy się wznosiła wysoko. Po 1989 r. już tylko upadała. Z całą siłą ujawniły się jej negatywne cechy: kastowość, klikowość, snobizm, społeczna alienacja; jak się zdawało - zupełnie przezwyciężona w czasach Solidarności. Elita niekomunistyczna okazała się nie mniej przemielona przez system komunistyczny niż postkomuniści. Liderzy szybko stali się politykami żyjącymi z polityki, i to ponad stan, często poza prawem - a nie politykami z powołania. Szlachetność zamieniła się w żądzę władzy, uznania i pieniędzy. Owa żądza zastępowała niekiedy mądrość polityczną, a inteligencja przerodziła się w dogmatyczną pewność siebie. Paraliż politycznych umiejętności był w dużej mierze skutkiem myślowego nieprzygotowania, słabości intelektualnego zaplecza polityki. O jego stanie niech świadczy to, że doradcami premiera bywali już dwudziestoparolatkowie.
Wiedzę o świecie Zachodu czerpano z pobieżnie studiowanych teorii, głównie teorii liberalizmu. Ale nie zajmowano się już np. liberalizmem w jego historycznych postaciach, gdyż wtedy szybko wyszłaby na jaw nonsensowność "polskiego liberalizmu" (...). Zamiast myśli politycznej w walce z polskimi mitami i kolektywistycznymi utopiami ukształtowała się ideologia otwartego społeczeństwa (korelat otwartej na oścież gospodarki), w świetle której nawet Karl Popper mógłby uchodzić za totalitarystę. U jej podłoża leżą wyobrażenia i sentymenty godne Stefci Rudeckiej: gdy dokonamy zbiorowej samokrytyki, gdy wyznamy nasze grzechy: wszystkie wypędzenia, podpalenia, uciśnienia i represje, narody Europy i świat otworzą ramiona, zakrzykną: jacy wspaniali są Polacy! i przygarną nas do siebie. Jeśli przebaczymy komunistom oraz agentom, to oni, skruszeni, zajmą się działalnością charytatywną lub pójdą pracować u podstaw z głową posypaną popiołem. Im mniej państwa, im łagodniejsze prawo, im mniej tożsamości narodowej, tym będzie lepiej. Otwórzmy nasz rynek, bo w dzisiejszym świecie własność nie ma już znaczenia, bo trzeba się przecież modernizować, a kapitału brak. I wszyscy na tym skorzystamy. Wszak każdy woli mieć konto w Deutsche Bank niż w banku Samopomocy Chłopskiej. (...) komunistyczna utopia czasu została zastąpiona utopią miejsca - utopią Zachodu, utopią Europy jako miejsca wiecznego pokoju, harmonii, przyjaźni narodów i ludzi, wolności i dobrobytu dla wszystkich, otwartości, pluralizmu i tolerancji. Tak to w imię końca utopii zbudowano nową utopię po komunizmie. W imię walki z mitami odświeżano bardzo stare sarmackie przekonanie, że Polska nierządem stoi.
A przedmiotem troski i pochylania się elit stały się wszelkiego rodzaju mniejszości. Natomiast dawny obiekt troski i środek transportu do władzy - heteroseksualny robotnik polskiego, niestety, pochodzenia, a nawet drobny rzemieślnik, kupiec czy urzędnik, nie mówiąc już o rolniku - stał się zawadą, kłopotliwym i wstydliwym balastem. To ludzie zbyteczni, których w nowy scenariusz nie da się wpisać, a pozbyć się nie sposób. (...) Rafał Ziemkiewicz pytał na tych łamach, czy Polacy zasługują na niepodległość. Pytanie wydaje mi się źle postawione. Niepodległość nie jest sprawą zasługi. Można raczej pytać, czy Polacy chcą być niepodlegli i czy potrafią suwerenność zachować (...)".
Gorzko zabrzmiały końcowe konkluzje prof. Z. Krasnodębskiego na temat obecnego polskiego kryzysu i upadku elity: "(...) My także odzyskaliśmy suwerenność w 1989 r. Radości z tego powodu było jakby mniej niż poprzednio, w 1918 r. I to chyba nie tylko dlatego, że komuniści zostawili po sobie nie mniejszy śmietnik niż państwa zaborcze. Niestety, w tych latach zbyt mało udało się uprzątnąć, a i tak wielu się pobrudziło. Zobaczymy, czy i tym razem dane nam było tylko dwudziestolecie".

Ta "elita" chce tylko koryta

Reklama

Z bardzo podobną, nader krytyczną analizą stanu polskiej "elity", czy raczej "elit", wystąpił również filozof prof. Bogusław Wolniewicz (nie mylić z krytykowanym na tych łamach również profesorem filozofii, autorem różnych antykościelnych dywagacji - Janem Woleńskim, ostatnio usilnie promowanym na łamach Tygodnika Powszechnego). Oto niektóre z ciekawszych refleksji prof. Wolniewicza, przedstawionych przez niego w wywiadzie udzielonym Pawłowi Paliwodzie z Tygodnika Solidarność (nr z 4 października) pt. Kryzys Zachodu:
"- Czy świat zachodni chyli się ku upadkowi?
- Chyba jeszcze nie, ale wytwarza kulturowe jady, które coraz głębiej naciekają i niszczą samą jego substancję duchową. (...)
- Czy większym zagrożeniem dla świata zachodniego nie jest niszczycielskie działanie jego własnych elit?
- Jakich elit? Nie ma żadnych, jest tylko pospólstwo, które się dorwało do koryta, jak w naszym Sejmie. Słowo elita pochodzi od łacińskiego electi i znaczy wybrani. To wybranie polega nie na tym, że zajmuje się jakieś stanowisko czy posadę, lecz na tym, że ma się inną hierarchię wartości i umie myśleć w skali państwa i dobra ogółu. Oraz na tym, że potrafi się narzucić sobie samemu niezbędną ascezę i karność. Widzę u nas tylko jedną grupę tak wyróżnioną: duchowieństwo katolickie. Oznaką jego wyróżnienia jest celibat, który wynosi je ponad ogół, nadaje stanowi duchownemu rys arystokratyczny. Dlatego jest dziś tak zajadle atakowany - i wcale nie ze strony kleru, lecz przez świeckich postępowiczów, których najmniej powinien obchodzić. (...)
- Pan elitą nazywa świat dyscypliny i ascezy. Kłóci się to z koncepcją ludycznego społeczeństwa otwartego.
- Gadanina o potrzebie otwartości to wehikuł anarchii, jej ideologiczna zasłona dymna. W praktyce oznacza nihilizm, czyli wewnętrzną pustkę, otwartą na wszelkie śmiecie. A klasztory to rzeczywiście elita; i każda prawdziwa elita ma coś z klasztoru.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Zamordowano "tylko" Polaków

Tadeusz M. Płużański w tekście Inaczej niż w Jedwabnem (Najwyższy Czas z 12 października 2002) pisze o dziwnej wybiórczości w pracy Instytutu Pamięci Narodowej, kierowanego przez sławnego Leona Kieresa. Instytut ten, który z taką werwą i wrzawą skupiał się na poszukiwaniu dowodów zbrodni polskiej w Jedwabnem, jest niebywale pasywny przy tropieniu zbrodni popełnionych na Polakach, a w szczególności zbrodni popełnionych przez zbolszewizowanych Żydów. Tadeusz M. Płużański pisze m.in.: "Po trwającym rok śledztwie Instytut Pamięci Narodowej w Białymstoku nie wyjaśnił sprawy zbrodni w Małej Brzostowicy k. Grodna. We wrześniu 1939 r. komunistyczna banda złożona z Białorusinów i Żydów zamordowała mieszkających tam Polaków, swoich sąsiadów. Ten sam oddział IPN w szybkim tempie, przy wielkim zainteresowaniu mediów, potrafił przedstawić swoją wersję mordu w Jedwabnem.
W Małej Brzostowicy (gmina Indura, powiat Grodno) zamordowano kilkudziesięciu (ok. 50) Polaków. Okrutnego mordu dokonano prawdopodobnie 17 lub 18 września (...)".
Podobna - łagodnie mówiąc - powolność, czy pasywność, cechuje kieresowski Instytut Pamięci Narodowej również w przypadku innych zbrodni popełnionych przez zbolszewizowanych Żydów. By przypomnieć choćby wspomnianą już na tych łamach zbrodnię w Koniuchach - wymordowanie 300 polskich mieszkańców wsi w Koniuchach 29 stycznia 1944 r. przez żydowskich partyzantów sowieckich (parokrotnie na próżno ponaglał IPN w tej sprawie Kongres Polonii Kanadyjskiej). Podobnie brak zdecydowanego postępu w wyjaśnieniu przez IPN udowodnionej skądinąd już wcześniej sprawy zamordowania w Nalibokach 8 maja 1943 r. 128 polskich mieszkańców przez żydowskich partyzantów sowieckich z oddziałów Tuwii Bielskiego i Szolema Zorina (zob. szerzej: J. R. Nowak: Kogo muszą przeprosić Żydzi, Warszawa 2001, ss. 12-13).

B. Minister rolnictwa ostrzega

W Życiu z 30 września polecam godny uwagi wywiad Anny Sarzyńskiej i Piotra Smiłowicza z prezesem SKL-RNP i byłym ministrem rolnictwa Arturem Balazsem. B. minister Balazs ostrzega: "Unia uzyskała wszystko, co chciała uzyskać. Nie ma żadnej ochrony naszej ziemi. Rynek został otwarty (...). Unia uznała, że postawa obecnego rządu jest taka, że chce za wszelką cenę się w niej znaleźć. Mówiono politykom koalicji, że dopłat nie będzie, mimo to entuzjazm nie słabł. Stąd w Brukseli zapanowało przekonanie, że Polska jest gotowa wejść do Unii na każdych warunkach. 25 proc. dopłat dla polskich rolników praktycznie wyklucza uczciwą konkurencję. Jeżeli 40 proc. wpływów do budżetu rolników w krajach członkowskich to są różnego rodzaju dopłaty, w tym w znacznej mierze bezpośrednie, to jeżeli my otrzymujemy tylko 1/4, i to w sytuacji, gdy nasze rolnictwo wymaga doinwestowania, oznacza to nierówną konkurencję i utrzymanie protekcjonizmu po stronie farmerów Unii. (...)".

2002-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Miłosierdzie ma imię

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

List do Galatów zaczyna się bez zwyczajowego dziękczynienia. Zamiast niego Paweł uderza od pierwszych zdań: „nadziwić się nie mogę, że tak szybko chcecie od tego, który was łaską Chrystusa powołał, przejść do innej Ewangelii”. Natychmiast koryguje własne słowa: „innej jednak Ewangelii nie ma”. Są tylko „ci, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową”. Sprawa galacka dotyczyła nauczycieli żądających od pogan obrzezania i Prawa. Paweł widzi w tym zamach na samą istotę łaski. Stąd zdanie o mocy anatemy, powtórzone dwukrotnie dla powagi: „gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty!” Greckie anathema estō to formuła wyłączenia, oddania pod sąd Boży. Kanonista zatrzyma się tu z zawodowym dreszczem. To zdanie jest praźródłem kościelnych formuł „anathema sit”, którymi sobory przez wieki obwarowywały granice wiary, i dalekim przodkiem dzisiejszych norm o karach za herezję (kan. 751; 1364). Najważniejsze jest w nim jednak co innego. Nawet autorytet osobisty, choćby apostolski, choćby anielski, stoi niżej niż przekazana Ewangelia. Głosiciel pozostaje sługą depozytu (zob. glossę na 17 IX i 23 IX). „Czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga?” Paweł odsłania kryterium, które rozstrzyga o prawdziwości posługi. Kto chce się przypodobać ludziom, nie jest sługą Chrystusa. Dodaje wyznanie o źródle swojej Ewangelii: „nie otrzymałem jej ani nie nauczyłem się od jakiegoś człowieka, lecz objawił mi ją Jezus Chrystus”. Apostoł pogan nie jest uczniem drugiej ręki. Jego posłannictwo pochodzi z tego samego źródła, co posłannictwo Dwunastu. Wspomnienie św. Faustyny kładzie na ten tekst ciekawe światło. Także jej orędzie przeszło próbę badania przez Kościół, łącznie z okresem notyfikacji i zakazu, zanim zostało rozpoznane. Prywatne objawienie nigdy nie poprawia Ewangelii. Może ją tylko przypominać, i po tym Kościół poznaje jego autentyczność.
CZYTAJ DALEJ

Po 4 października w Polsce nastał 15 października, czyli... dni, których nie było

Niedziela Ogólnopolska 41/2022, str. 36-37

[ TEMATY ]

kalendarz

Adobe Stock, montaż: A. Wiśnicka

Jaki jest najprostszy sposób na oblanie studenta historii? Wystarczy zadać mu pytanie: co wydarzyło się w Polsce między 5 a 14 października 1582 r.? Sęk w tym, że nic się wtedy nie wydarzyło, ponieważ takie daty nie istnieją.

Kiedy Juliusz Cezar wprowadzał w imperium rzymskim w 45 r. przed Chr. reformę kalendarza, nie zdawał sobie sprawy, że jest ona obarczona pewnym błędem. Zakładano, że rok słoneczny trwa 365 i ćwierć dnia, gdy tymczasem jest on o 11 minut i 14 sekund dłuższy. Różnica ta dla Rzymian była błaha, jednak po każdych 128 latach powiększała się o cały dzień.
CZYTAJ DALEJ

Muzyczna inauguracja Dni Jadwiżańskich

2026-10-04 22:42

ks. Łukasz Romańczuk

W Międzynarodowym Sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy odbył się koncert muzyki sakralnej zatytułowany „Głębia matczynego bólu”. Wydarzenie zainaugurowało Dni Jadwiżańskie.

Od 2019 roku odbywają się tam międzynarodowe koncerty muzyki sakralnej z udziałem Dominiki Zamara, światowej sławy sopranistki pochodzącej z Wrocławia. Oprócz Dominiki Zamary (sopran) wystąpiła także Włoszka Marcella Parziale (mezzosopran) oraz orkiestra Accademia di Santa Sofia z Benewentu (Włochy).
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję