Reklama

„Tu Radio Solidarność Walcząca...”

Ze znaczenia mediów we współczesnym społeczeństwie organizacja kierowana przez Kornela Morawieckiego zdawała sobie sprawę od początku. Wydawana przez nią w konspiracji lat 80. ubiegłego wieku prasa stawała się, w miarę powiększania swego zasięgu, coraz bardziej istotnym problemem PRL-owskich służb. Bezpieka miała świadomość, że trzymana w ręku robotnika gazeta wymagała zaangażowania wielu osób. O ile jednak nielegalna prasa, pomimo jej zwalczania, była przez decydentów jeszcze do przyjęcia, to już pojawienie się w komunistycznym państwie systematycznie nadającej przez 8 lat rozgłośni wywoływało fale wściekłości. Nie tylko zresztą w politycznych gabinetach Warszawy

Niedziela Ogólnopolska 27/2008, str. 34-35

Manifestacja na ulicach Wrocławia
Archiwum „Solidarności Walczącej”

Manifestacja na ulicach Wrocławia<br>Archiwum „Solidarności Walczącej”

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Stworzenie własnego konspiracyjnego radia było dla rodzącej się w czerwcu 1982 r. Solidarności Walczącej jednym z priorytetów. Bardzo szybko, bo już 27 czerwca tego roku, w eter wyemitowana zostaje pierwsza audycja. Słowa: „Tu Radio Solidarność Walcząca”, którym towarzyszą grane na gitarze takty „Roty”, słychać potem, nie tylko we Wrocławiu, wielokrotnie. Do 1989 r. Radio działa regularnie, nadając raz lub czasem nawet kilka razy w tygodniu. Stacja, podobnie jak cała struktura SW, jest głęboko zakonspirowana, a tworzący ją ludzie pozostają dla siebie anonimowi. Z perspektywy czasu taka koncepcja okazuje się całkowicie słuszna. Rozpracowanie działającej w tym samym czasie w stolicy Dolnego Śląska „konkurencyjnej” do RSW rozgłośni „Solidarności” zajmuje bowiem tajnym służbom 3 lata.
Pierwszym szefem Radia zostaje Romuald Lazarowicz, który odpowiada za stronę merytoryczną programu, realizację nagrań, a także niekiedy za emisję. - Pisałem teksty z podziałem na głosy poszczególnych spikerów, po czym w umówionym dniu spotykaliśmy się w studiu, gdzie po kilku próbach nagrywaliśmy taśmy robocze - wspomina pierwszy szef Radia. - Potem, już samotnie, montowałem z tych nagrań właściwą taśmę-matkę. Na koniec należało jeszcze tylko wykonać odpowiednią do liczby nadajników liczbę kopii i przekazać je w umówionym miejscu tajnym posłańcom. Nagrań, na amatorskim sprzęcie i w prowizorycznych warunkach, radiowcy dokonują w zakonspirowanych lokalach we Wrocławiu. - Dwa magnetofony szpulowe i dwa kasetowe, mikrofony, taśmy oraz tzw. pipkacz, czyli urządzenie emitujące dźwięki wykorzystywane jako przerywniki między kolejnymi newsami, to było całe nasze studio - wylicza Lazarowicz. - Nie było praktycznie żadnych ekranów akustycznych, nie dysponowałem też stołem mikserskim, marzyłem o jakimkolwiek, nawet starym i popsutym - wspomina. Mimo to do września 1982 r. zrealizowano 20 ok. 8-minutowych programów, wyemitowanych na wolnych pasmach UKF-u.

Demonstracja „na żywo”

Reklama

Szczególnie spektakularne były audycje „na żywo” z wielotysięcznej demonstracji, która przeszła ulicami Wrocławia 31 sierpnia 1982 r. Montaż i emisja programu realizowanego z kilku miejsc wymagały zaangażowania wielu ludzi: korespondentów, osób obsługujących centralę, realizatorów, spikerów oraz masy radiowego sprzętu. Dużym utrudnieniem była zmiana dotychczasowej koncepcji nadawania z nadajników uruchamianych nie jak dotychczas: automatycznie, lecz z jednego nadajnika zainstalowanego w mieszkaniu przy ul. Studziennej, w którym pracowała ekipa realizatorów. Stopień trudności potęgowało dodatkowo ciągłe zagrożenie ze strony SB.
Skomplikowana była również sama organizacja transmisji. Najpierw informatorzy za pomocą krótkofalówek przesyłali do centrali mieszczącej się przy ul. Kościuszki relacje, które po wstępnej selekcji odsyłano drogą radiową do studia. Tu redagowane były na papierze i nagrywane na taśmę magnetofonową. Tak spreparowany materiał emitowano za pomocą anteny rozpiętej na firance. W rezultacie już podczas demonstracji RSW informowało na bieżąco o wydarzeniach rozgrywających się na ulicach. Tego dnia wyemitowano łącznie 5 audycji, wśród nich nadaną na częstotliwości służb odezwę wzywającą milicję do zaniechania przemocy, a także informującą o uruchomieniu sieci małych zagłuszarek pracujących na częstotliwościach SB i MO, które utrudniały działania przeciwko demonstrantom.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Helikopter w oknie

W trakcie emisji jednej z audycji nad blokiem, z którego nadawało RSW, w pewnym momencie zawisł milicyjny helikopter. Pomimo wypełnionych patrolami ZOMO, milicji i wojska ulic, natychmiast ewakuowano ludzi. - Ku naszemu zaskoczeniu helikopter w końcu odleciał, a w pobliżu nie pojawił się nawet patrol - opowiada Lazarowicz. - Nie można było jednak ryzykować. Mogli wpaść za chwilę. Później okazało się, że „odpuścili” całkowicie. Wyjaśnienie musi być jedno: sytuacja na ulicach zaangażowała ich całe siły, a i helikopter bardziej był potrzebny do obserwacji tysięcy walczących na ulicach niż do łapania kilku osób z nadajnikiem, w dodatku bez pewności sukcesu.
Celem tej i innych tego typu akcji nie była chęć naiwnej konfrontacji z bezpieką. Podejmowane działania miały istotne walory moralne i propagandowe. - Jaka to była satysfakcja: po raz pierwszy, po dziesiątkach lat zagłuszania przez komunistów Wolnej Europy, BBC i innych rozgłośni, po próbach zagłuszania naszych audycji - przypomina sobie Romuald Lazarowicz - tym razem to my zagłuszaliśmy ich!

Ludzie! Solidarność nadaje w telewizji!

Reklama

Niedługo potem Radio przejmuje nowa ekipa, gdyż grupę Lazarowicza namierza bezpieka. Od września 1982 r. Radio pracuje pod wodzą Krzysztofa Tenerowicza, potem Wojciecha Bartoszka i Wiesława Cupały, a następnie, aż do 1989 r., ok. 15-osobowym zespołem kierują Jan Krusiński i Krzysztof Witczak. Od 1984 r. wyemitowano łącznie 70 audycji, z czego każdą powtarzano 3 lub 4 razy w tygodniu. Do emisji używano 3-7 nadajników o przeciętnej mocy 70 W, które początkowo konstruowane były na bazie rodzimej technologii, a z czasem z wykorzystaniem części dostarczanych specjalnie w tym celu z Zachodu. Zmieniła się także koncepcja nadawania i styl audycji. - Organizując Radio, chciałem jej uczestnikom zapewnić maksimum bezpieczeństwa, a Radiu długowieczność - wspomina Krusiński. - Chodziło o to, by tak je zaprojektować, aby było pozbawione jak największej liczby elementów rozhermetyzowujących grupę.
Radio zaczęło emitować swoje audycje na częstotliwościach popularnych stacji radiowych i telewizyjnych, i to w porze ich największego odbioru. Radiosłuchacze mogli się spodziewać nagłych wejść podczas sobotniej listy przebojów czy „Zapraszamy do Trójki”. - Sam na skanerze, na którym podsłuchiwałem ubeków i milicjantów, słyszałem relacje w rodzaju: „Ty, k..., Solidarka nadaje... no tu, na Trójce słuchamy... no w radiu...” - opowiada Jan Krusiński. Dzięki pomocy ówczesnego dyrektora Teatru Współczesnego Kazimierza Brauna zreformowano także ramówkę. Audycje stały się krótsze, bardziej optymistyczne, a miejscami nawet kpiarskie.

Walka z Radiem SW

Do rozprawienia się z niepodległościowym Radiem komuniści przez lata używali armii fachowców i kosztownego sprzętu, m.in. śmigłowców, zagłuszarek i wozów ze specjalistyczną aparaturą. Oprócz bezpieki stacją zainteresowała się także doborowa jednostka wojskowego wywiadu - Zarząd II Sztabu Generalnego, a także WSW. W pewnym okresie audycje zagłuszane były nawet przez stacjonujących na Dolnym Śląsku Sowietów, zaś o pomoc polskie władze prosiły osławioną Stasi, a wsparcia udzielały im służby bratnich państw, np. sowieckie KGB czy czechosłowackie StB. We Wrocławiu SB zainstalowała w centrum miasta sieć stałych i mobilnych stacji namierzających, tzw. pelengatorów, a podczas poszczególnych akcji w zwalczanie RSW zaangażowanych było ponad 400 funkcjonariuszy oraz prawie 100 specjalistów kontrwywiadu. Bezpieka emitowała także fałszywki - sfingowane „podziemne” audycje.
Przez wszystkie lata działania RSW, mimo olbrzymich środków zaangażowanych przez komunistyczne państwo, ani jedna osoba zajmująca się bezpośrednio Radiem SW nie została aresztowana (pojedynczych przypadków, które miały miejsce w dziale konstrukcyjnym, SB nie umiała powiązać z RSW), a jedynym sukcesem bezpieki było przejęcie dwóch nadajników. Obecnie na stronie www.sw.org.pl można wysłuchać archiwalnych nagrań audycji RSW.

Pani Julia, nasza gospodyni z konspiracyjnego lokalu, z grubsza wiedziała, że idziemy „na akcję”. Gdy wychodziliśmy, i żonie, i mnie, zrobiła na czołach znak krzyża. Oczywiste było skojarzenie z powstańcami dawnych lat. I nie było w tym żadnej przesady. Naprawdę nie wiedzieliśmy, czy ten dzień przeżyjemy. W pewien sposób szliśmy na front.

Idea przełamania monopolu informacyjnego za pomocą radia była obecna w Polsce nieprzerwanie od czasów międzywojnia. W latach 30. ubiegłego wieku pierwsze tego rodzaju próby podejmował w Niepokalanowie św. Maksymilian M. Kolbe, podczas Powstania Warszawskiego nadawała Błyskawica, po wojnie Radio Wolna Europa, zaś po 1989 r. w jakiejś mierze rolę tę wypełnia Radio Maryja. Radio Solidarność Walcząca, jako pierwsza w historii podziemna rozgłośnia na Dolnym Śląsku, wyraźnie wpisało się w ten nurt.

2008-12-31 00:00

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kuba będzie kolejnym celem USA? "Są w dużych tarapatach"

2026-01-04 17:31

[ TEMATY ]

Kuba

Stany Zjednoczone

kolejny cel

duże tarapaty

Adobe Stock

Kuba

Kuba

Sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział w niedzielę telewizji NBC, że Kuba będzie celem kolejnych działań USA po operacji przeciwko Wenezueli, twierdząc że komunistyczny reżim jest „w dużych tarapatach”.

Rubio odniósł się do możliwych działań wobec Kuby podczas niedzielnego wywiadu dla telewizji NBC w programie „Meet the Press”. Pytany, czy kubański reżim będzie kolejnym „celem” USA, Rubio odparł, że jest on „wielkim problemem”. Dopytywany, czy jego odpowiedź oznacza „tak”, potwierdził.
CZYTAJ DALEJ

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo – czytamy w Ewangelii

2025-12-31 15:53

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Karol Porwich/Niedziela

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo – czytamy w Ewangelii. Jan Apostoł jest jedynym, który rozpoczyna swoją Ewangelię nie tekstem historycznym, ale jakimś rodzajem poezji czy wręcz śpiewu.

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, z tego, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: «Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Z Jego pełności wszyscy otrzymaliśmy – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało dane za pośrednictwem Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.
CZYTAJ DALEJ

Setki osób oddały hołd ofiarom pożaru w kurorcie w Szwajcarii

2026-01-04 16:27

[ TEMATY ]

pożar

Crans‑Montana

kurort

hołd ofiarom

PAP

Biskup Jean-Marie Lovey odprawia niedzielną Mszę w kaplicy katolickiej Saint-Christophe poświęconą ofiarom pożaru w Crans-Montana w Szwajcarii

Biskup Jean-Marie Lovey odprawia niedzielną Mszę w kaplicy katolickiej Saint-Christophe poświęconą ofiarom pożaru w Crans-Montana w Szwajcarii

Setki osób przeszły w ciszy ulicami Crans-Montany, by złożyć hołd ofiarom pożaru, który w noc sylwestrową wybuchł w jednym z miejscowych barów - podała w niedzielę agencja Associated Press. W tragicznym zdarzeniu w szwajcarskim kurorcie zginęło 40 osób, a ok. 120 zostało rannych.

Część uczestników marszu najpierw wzięła udział w Mszy żałobnej. Odprawiający ją ksiądz poruszył temat „straszliwej niepewności” rodzin, które nie wiedzą, czy ich bliscy są wśród rannych czy zmarłych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję