Reklama

Pierwszy taki SACROSONG

Festiwal Sacrosong, który odbył się po raz pierwszy dokładnie przed 40 laty w Łodzi, bez patronatu i pomocy kard. Karola Wojtyły z pewnością w ogóle nie doszedłby do skutku

Niedziela Ogólnopolska 20/2009, str. 14-15

Zdjęcia: archiwum

Zdjęcia: archiwum

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Gitary w kościele? W Polsce końca lat 60. XX wieku to była zupełna nowość. Co prawda u księdza proboszcza Leona Kantorskiego w Podkowie Leśnej pod Warszawą dawało się już czasem słyszeć gitarę i bębny, ale jednak rzadziej niż chciałaby młodzież. A poza tym ten wyjątek potwierdzał regułę.
Festiwal Piosenki Religijnej Sacrosong, zorganizowany w maju 1969 r. w kościele św. Teresy w Łodzi - gdzie można było usłyszeć także elementy big-beatu - był prawdziwą nowością. A sądząc po tym, że odbywał się potem przez trzydzieści lat - i wciąż się odbywa - pomysł był dobry.
Organizatorem i twórcą festiwalu był salezjanin - ks. Jan Palusiński, duszpasterz łódzkiego Duszpasterstwa Akademickiego „Węzeł”. Piosenki i muzykę jako świetny sposób chwalenia Pana mógł usłyszeć podczas pobytu w Anglii. Zafascynowała go wielka impreza muzyczna organizowana przez kościoły chrześcijańskie, gdzie występowały także gwiazdy, m.in. Cliff Richard. - Pomyślałem wtedy: a dlaczego mielibyśmy nie zorganizować takiego festiwalu w Polsce? - wspomina ks. Palusiński.
Pierwszy polski Sacrosong też przewidywał swoją gwiazdę. - Festiwal miała uświetnić Anna German, jednak ten plan nie doszedł do skutku - mówi Milena Przybysz, historyk z łódzkiego oddziału IPN. - Dopisała natomiast publiczność - obecnych było około półtora tysiąca osób.

Zagrali Wojtyle

Reklama

Pomysłem festiwalu piosenki religijnej ks. Palusiński zaraził Zgromadzenie Salezjanów, ks. Leona Walaszka, proboszcza kościoła św. Teresy, przy którym działał „Węzeł”, studentów z nim związanych, a potem także kard. Karola Wojtyłę.
Ks. Palusiński przyznaje, że w zorganizowaniu i objęciu patronatem Sacrosongu przez Kardynała pomogła jego znajomość z nim. To z rąk kard. Wojtyły przyjął najpierw subdiakonat, potem diakonat, w końcu święcenia kapłańskie. Był krakowianinem, wielokrotnie go spotykał. Teraz wyprosił jego patronat nad festiwalem. - Ksiądz Kardynał przewodniczył Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Świeckich, był gorącym orędownikiem idei soborowej, żeby Kościół stał się wspólnotą ludu Bożego - mówi ks. Jan Palusiński. - Mówił często o konieczności integrowania twórców, aby służyli Bogu i Kościołowi. Udało nam się dotrzeć do wielu poetów, którzy napisali teksty, i do kompozytorów, którzy napisali muzykę.
Ks. Palusiński w listopadzie 1968 r. na imieniny kard. Karola Wojtyły zabrał do Krakowa grupę studentów z łódzkiej Akademii Muzycznej, żeby mu zagrali. Solenizant żartował, że to, iż ks. Jan przyjechał z młodzieżą na jego imieniny, to prawda, ale niecała prawda. - Ks. Palusiński chce mnie przekonać, żebym zgodził się patronować pewnej imprezie - ujawnił późniejszy Papież. Sprawa była już przesądzona.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Dziarskim krokiem

Reklama

Festiwal ściągnął tłumy. Wystąpiło 10 zespołów i 15 solistów z całej Polski. Nie mogła wystąpić natomiast Anna German, wielka ówczesna gwiazda. - Była po wypadku, kuśtykała po złamaniu nogi. Przyjechała, miała śpiewać, ale nie była w stanie. Cała się trzęsła, bardzo wszystko chłonęła i przeżywała - wspomina ks. Palusiński.
Sacrosong rejestrowały kamery Wytwórni Filmów Fabularnych i Dokumentalnych. Fragmenty, które zachowały się w archiwum, były kunsztownie zmontowane. Widać twarze wykonawców, jakieś grymasy, niedoskonałości ubioru, sandały sióstr zakonnych. Nie widać w ogóle tłumu wypełniającego kościół św. Teresy. Film nie miał służyć celom informacyjnym, lecz propagandowym. Ot, nieliczni śpiewają dziwne piosenki dla nielicznych.
Jak pisze Milena Przybysz w niedawno wydanej książce „Wyspy wolności. Duszpasterstwo Akademickie w Łodzi” - mimo iż festiwal cieszył się ogromną popularnością młodzieży i, jak czas pokazał, okazał się dużym sukcesem dla pomysłodawców, z jego organizacją wiązały się kontrowersje zarówno wśród duchownych, jak i wśród świeckich.
Powód? Imprezę zorganizowano we współpracy z łódzkim PAX-em, co miało wzbudzić niezadowolenie nowego (od grudnia 1968 r.) łódzkiego ordynariusza - bp. Józefa Rozwadowskiego. „Zapewne przegląd religijnej piosenki nie doszedłby więc do skutku, gdyby nie fakt przyjęcia zaproszenia przez kard. Wojtyłę” - ocenia Milena Przybysz.
Bp Rozwadowski wyjechał w tym czasie do Rzymu. Na festiwal nie przybył żaden inny łódzki biskup. Kard. Wojtyłę powitali proboszcz ks. Leon Walaszek, ks. Palusiński oraz student Jan Boryczka…
- Mimo kłopotów, zagęszczonej atmosfery, w drugim dniu festiwalu przyjeżdża kard. Wojtyła - wspomina ks. Jan Palusiński. - Wysiada przed kościołem św. Teresy, który jest przepełniony młodzieżą. Młodzi cieszą się, klaszczą, śpiewają.
Kardynał chciał trochę odpocząć, weszli na plebanię. - Pyta mnie, co ma zrobić. „Idziemy do kościoła, tam młodzież czeka - mówię” - relacjonuje salezjanin. - Kardynał wchodzi do kościoła dziarskim krokiem, uśmiechnięty. Kardynał lubił tłum. Jak widział tłum, nabierał werwy, animuszu. Wchodzimy, słychać oklaski.
Ks. Palusiński dał znak, żeby zagrali hejnał Sacrosongu. - Wszyscy w kościele wstają, klaszczą i cieszą się z przyjazdu kard. Wojtyły. Przywiózł ze sobą puchar - srebrną wieżę kościoła Mariackiego - który sam ufundował, żeby nagrodzić ośrodek duszpasterski, który najlepiej będzie się posługiwał poezją i muzyką w swojej pracy.

Kłody pod nogi

Władze PRL najpierw nie chciały dopuścić do zorganizowania imprezy. - Początkowo miała się ona odbyć w dniach 2-4 maja 1969 r. Odbyła się dwa tygodnie później - 17-18 maja. Wynikało to z trudności czynionych organizatorom przez władze - mówi Krzysztof Kolasa z łódzkiego IPN, przygotowujący publikację na ten temat. - Początkowo nie chciały dopuścić do jego zorganizowania, a gdy to się nie udało, chciały go opóźnić.
Działania przeciwko organizatorom SB podejmowała w ścisłym porozumieniu z kierownictwem Komitetu Łódzkiego PZPR i w uzgodnieniu z tutejszym Wydziałem ds. Wyznań. - Interesowano się działalnością Duszpasterstwa Akademickiego „Węzeł”, a także ks. Janem Palusińskim osobiście - podkreśla Krzysztof Kolasa.
Władze chciały zmniejszyć rangę imprezy, sprowadzić ją do charakteru nabożeństwa. Kolasa odnalazł dokument, w którym funkcjonariusz łódzkiego Wydziału ds. Wyznań skarży się Centralnemu Urzędowi ds. Wyznań na organizatorów. Tymczasem ks. Jan Palusiński wystąpił do cenzury o zezwolenie na wydrukowanie 2 tys. zaproszeń, co oznaczałoby zalegalizowanie festiwalu i nadanie mu dużego zasięgu!
Zgody na druk nie było, zaproszenia wykonano ręcznie. Utrudniano też, co wynika z odnalezionych przez Kolasę dokumentów, pozyskanie podium, krzeseł, reflektorów.
Kilka dni przed festiwalem ks. Walaszek został wezwany do „Wydziału” i ostrzeżony, że na festiwal musi dostać zgodę dzielnicowego referatu kultury. - Ks. Leon Walaszek oświadczył, że o zezwolenie na zorganizowanie festiwalu nie będzie występował i jest skłonny ponieść wszelkie grożące mu z tego tytułu konsekwencje, łącznie z pozbawieniem wolności - relacjonował funkcjonariusz Wydziału.
- Zakończenie festiwalu też zresztą nie oznaczało zakończenia działań SB wobec organizatorów. Wkrótce do odpowiedzialności przed kolegium ds. wykroczeń stanęli ks. proboszcz Walaszek i ks. Palusiński. Ukarano ich grzywną po 4,5 tys. zł. Jednak na mocy ustawy amnestyjnej kary umorzono - mówi Krzysztof Kolasa.
Jan Boryczka, wtedy student Politechniki Łódzkiej, był prawą ręką ks. Palusińskiego przy organizacji festiwalu, a w czasie jego trwania jednym z wykonawców. - Było trochę strachu w związku z tym, że organizatorzy dostawali telefony z pogróżkami, ale wszystko równoważyła dobra atmosfera stwarzana przez ks. Palusińskiego - mówi Jan Boryczka.
Wydarzeniem był przyjazd kard. Wojtyły. - Przyjechał prosto z Nowej Huty, gdzie święcił kamień węgielny pod budowę kościoła. Był trochę zmęczony, ale nie dawał tego poznać po sobie. Przemawiał, a potem odprawił Mszę św., podczas której ja, razem z klerykami, służyłem - mówi Jan Boryczka. Sam represji nie odczuł. Jedyne, co go spotkało, to egzamin komisyjny z mechaniki technicznej; po prostu zaniedbał naukę.

Najlepiej śpiewa się z młodymi

Według oceny łódzkiej SB, poczynionej po zakończeniu Sacrosongu, pomysł zorganizowania w świątyni koncertu z nowoczesnymi, „hałaśliwymi” brzmieniami nie spotkał się z dobrym przyjęciem zarówno w kręgach duchowieństwa, jak i wśród konserwatywnej części wiernych.
- Część uczestniczących w festiwalu duchownych, mimo deklarowanego zrozumienia dla poszukiwania nowych form pracy z młodzieżą, raził „nieporządek” i „niepoważne zachowanie uczestników” - twierdzi Milena Przybysz. Głoszono też pogląd, że festiwal przyniósł więcej szkód niż korzyści. Pozytywne głosy pochodziły od młodszego pokolenia kapłanów i od młodzieży, dla której Sacrosong był prawdziwym wydarzeniem.
Krzysztofowi Kolasie trudno jednak zgodzić się z oceną, że Kościołowi Sacrosong przyniósł więcej szkód niż korzyści. - Nawet tak szeroko zakrojone działania władz i bezpieki nie przeszkodziły w organizacji ani tego, ani następnych Sacrosongów. Odbywały się przez wiele lat, w różnych miastach i diecezjach - mówi Kolasa.
Festiwal krążył po Polsce także dlatego, że wkrótce, pod naciskiem władz, Łódź musiał opuścić ks. Jan Palusiński. A to on był głównym organizatorem także kolejnych Sacrosongów, odbywających się z niewielkimi przerwami aż do 1999 r. Przez pierwszych 11 lat, aż do wyboru na papieża, zawsze patronował im kard. Karol Wojtyła.
- Był prawie na wszystkich Sacrosongach, także na tym we wrześniu 1978 r., kilka tygodni przed konklawe - mówi ks. Palusiński. - Po latach w swojej książce „Wstańcie, chodźmy!” napisał o Sacrosongach, że dobrze je wspomina: „Cieszyłem się, śpiewałem z młodzieżą, pomagałem. Bo najlepiej śpiewało mi się z młodymi. A najlepszą okazją po temu były Sacrosongi” (Jan Paweł II, „Wstańcie, chodźmy!”).

2009-12-31 00:00

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bp Krzysztof Nitkiewicz został mianowany członkiem Najwyższego Trybunału Stolicy Apostolskiej

2026-07-25 12:13

[ TEMATY ]

Watykan

bp Krzysztof Nitkiewicz

Diecezja Sandomierska

Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej poinformowało, że Ojciec Święty mianował nowych członków Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej. W gronie nowo mianowanych znalazł się biskup diecezji sandomierskiej Krzysztof Nitkiewicz.

Bp Krzysztof Nitkiewicz, który od 2009 roku posługuje jako ordynariusz sandomierski, posiada bogate doświadczenie pracy w Kurii Rzymskiej oraz wykształcenie prawnicze. Ukończył studia specjalistyczne z zakresu prawa kanonicznego na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, uzyskawszy tytuł doktora.
CZYTAJ DALEJ

USA: biskupi zaostrzają przepisy dotyczące pogrzebów i kremacji

2026-07-24 19:18

[ TEMATY ]

pogrzeb

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

Kilku biskupów w Stanach Zjednoczonych w ostatnich miesiącach zaostrzyło diecezjalne przepisy dotyczące pogrzebów katolickich. Nowe dekrety mają zapewnić wierniejsze przestrzeganie Porządku pogrzebów chrześcijańskich (Order of Christian Funerals - OCF) oraz wyeliminować praktyki uznawane za niezgodne z normami liturgicznymi. Zmiany dotyczą przede wszystkim czuwania przy zmarłym, przemówień podczas pogrzebów, kremacji oraz zasad funkcjonowania cmentarzy katolickich.

Najbardziej kompleksowe wytyczne wprowadził 1 lipca biskup diecezji Springfield w stanie Illinois Thomas Paprocki. Jak wyjaśnił, ich celem jest usunięcie „nieprawidłowych praktyk” i „anomalii liturgicznych” oraz zachowanie integralności trzech podstawowych elementów katolickiego pogrzebu: czuwania przy zmarłym, liturgii pogrzebowej i obrzędu złożenia ciała do grobu.
CZYTAJ DALEJ

Gdy psychiatra klęka przed tajemnicą zła

2026-07-25 14:33

[ TEMATY ]

Milena Kindziuk

Red

Zaintrygował mnie artykuł pt. When Psychiatry Faces the Inexplicable. Two Doctors Delve Into Exorcisms, jaki zamieściła ostatnio agencja ZENIT News. Dlaczego? Bo nie ksiądz, nie egzorcysta, tylko lekarz, sądowy neuropsychiatra, przyzwyczajony do opisywania cierpienia językiem klasyfikacji, wykresów i leków, ogłosił światu w swej książce, że istnieje obiektywna siła zła. Co więcej - niekiedy może mieć ona związek z chorobą.

Hiszpański medyk José Miguel Gaona nie doszedł do tego wniosku z ambony, ale z gabinetu lekarskiego, i to chyba jest w tej historii najciekawsze. Bo są tematy, o których w gabinecie lekarskim po prostu się nie mówi. Egzorcyzm jest jednym z nich. Zbyt dużo w nim kadzideł jak na placówkę medyczną, zbyt dużo ducha jak na naukę. A jednak akurat stamtąd, skąd najmniej byśmy się tego spodziewali, dobiega dziś głos wzywający do czegoś, co jeszcze niedawno brzmiałoby jak żart: do współpracy psychiatrów z egzorcystami.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję