Reklama

Polska

Oddałam go Bogu

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Milena Kindziuk: - Modli się Pani do swego Syna?

Marianna Popiełuszko: - Modlę się do Boga. Bo do Boga trzeba się modlić, nie do ludzi. Można jednak prosić innych o wstawiennictwo.

- Czy to wstawiennictwo jest skuteczne? Ksiądz Jerzy pomaga Pani?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Czy ja mogę wszystkim ogłaszać, jak on mi pomaga? Jak ktoś chce wiedzieć, czy Ksiądz Jerzy pomaga, to niech się zacznie modlić za jego wstawiennictwem i się wtedy przekona.

- Ale doznała Pani łaski za wstawiennictwem Syna...

- Niejeden raz mi pomógł. Kiedyś bardzo bolały mnie nogi, miałam mieć operację. Kiedy pojechałam do grobu Księdza Jerzego i tam się modliłam, bóle ustąpiły. Cały tydzień bez przerwy mogłam kopać kartofle.

- Pamiętam, jak kilka lat temu mówiła Pani, że bardzo chciałaby doczekać chwili beatyfikacji Księdza Jerzego. Ta chwila nadeszła, cieszy się Pani?

- Ja zawsze się cieszę. Czy dobrze, czy źle, zawsze w życiu trzeba się cieszyć. Pan Bóg wie, co jest dla człowieka najlepsze. Taka widocznie była Jego wola, żebym doczekała beatyfikacji. To ważne, że Ksiądz Jerzy trafił na ołtarze, bo kto we łzach sieje, w radości żąć będzie. We łzach odprawiałam go na tamten świat, a teraz w radości będę go spotykała...

- Co z przesłania Syna uważa Pani za najważniejsze?

Reklama

- „Zło dobrem zwyciężaj”. Gdyby ludzie w życiu realizowali te słowa, to byliby lepsi. A jak sami się poprawimy, to i Polska się poprawi.

- Jest Pani matką świętego. Co było najważniejsze w wychowaniu Syna?

- Na każdym kroku mówiłam wszystkim dzieciom, żeby pamiętały: „Niechaj będzie pochwalony Jezus Chrystus uwielbiony”. A gdy ja spotkam bliźniego swego, to zawsze mówię do niego: „Niechaj będzie pochwalony Jezus Chrystus uwielbiony”. Także gdy idę do kościoła, serce z radości woła: „Niechaj będzie pochwalony Jezus Chrystus uwielbiony”. Ksiądz Jerzy wiedział, że Pan Bóg jest w życiu najważniejszy.

- A jak Ksiądz Jerzy nauczył się modlić?

- Jako dziecko modlił się w domu razem ze wszystkimi. Modlitwa u nas była wspólna. W środę zbieraliśmy się razem w kuchni i modliliśmy się przed obrazem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, w piątek do Serca Pana Jezusa, a w sobotę do Matki Boskiej Częstochowskiej. Tak było zawsze. Pierwsze wskazówki i pierwsze seminaria to on miał w domu. A co było w nim dobrego, to Boża łaska. Ale widziałam, że on sam siebie pilnował. Pan Jezus był dla niego ważny. Dlatego już od małego stawiał ołtarzyki na stole. Układał obrazki, robił kapliczki, przynosił kwiatki, nawet przebierał się, by wyglądać jak ksiądz. Pamiętam też, że jak został ministrantem, to miał komżę, ale krótką. A on koniecznie chciał mieć długą! Tymi sprawami po prostu żył.

Reklama

- Jako ministrant Ksiądz Jerzy codziennie chodził do kościoła...

- I to w każdy czas. Nieważne, jaka była pora roku, czy był deszcz czy mróz. Codziennie wstawał o piątej i cztery kilometry szedł przez las do kościoła - z Okopów do Suchowoli na Mszę św. Nie opuścił naprawdę żadnej Mszy św., kiedy był ministrantem. I nigdy nie narzekał, że jest zmęczony. W ogóle na nic nie narzekał. Takie to było dziecko.

- Właśnie, jaki Ksiądz Jerzy był w dzieciństwie?

- Był dobrym chłopcem. Nie musiałam na niego krzyczeć. Jak coś do niego powiedziałam, to zawsze usłuchał. Już od początku można było po nim wszystko zauważyć. Na przykład, że lubił ludzi. Ciągnęło go do ludzi. Z każdym chciał porozmawiać. Żyła koło nas pewna staruszka, która codziennie sama pasła krowy. Często do niej podchodził, lubił z nią rozmawiać. Nawet jak już był w seminarium i przyjeżdżał na wakacje do domu - za każdym razem szedł i rozmawiał z nią. Zawsze zresztą powtarzałam mu: „Kochaj ludzi, kochaj Boga, to do nieba prosta droga...”.

- W gablocie w Izbie Pamięci ks. Jerzego w Suchowoli można obejrzeć nagrodę książkową „Szarą szyjkę” Georgija Bieriożki z dedykacją: „Za dobrą naukę, 9 stycznia 1955 r.”. Czy zawsze syn uczył się dobrze?

Reklama

- Gdy przygotowywał się do I Komunii św., to można było u niego zauważyć chęć do nauki, cierpliwość. Był wytrwały. I pracowity. Ksiądz proboszcz powiedział mi kiedyś: „Matko, z tego chłopca może wyrosnąć najlepszy, może też wyrosnąć najgorszy; wszystko zależy od was, od waszego wychowania”. A starałam się dobrze go wychować. Bez kłamstwa. On wiedział, że u nas w domu nigdy kłamstwa nie było. I że nie wolno podnieść gruszki leżącej na drodze, bo to cudze.

- Kiedyś nauczycielka wezwała jednak Panią do szkoły, żeby się poskarżyć na Syna...

- Chciała mi zwrócić uwagę, że syn zbyt często przesiaduje w kościele i modli się na różańcu. On rzeczywiście chodził codziennie na Różaniec po szkole. Wiedziałam, że nauczycielka mnie wezwała, żeby zastraszyć naszą rodzinę. Zagroziła, że dziecko może mieć obniżony stopień ze sprawowania. A mnie chyba Duch Święty natchnął i odpowiedziałam, że jest przecież wolność wyznania. Każdy jak chce, tak żyje. No i stopnia w szkole mu nie obniżyli. A na Różaniec chodził dalej.

- Czy przeczuwała Pani, że Syn zostanie księdzem?

- Przez lata prosiłam o to Boga. Modliłam się, by być matką kapłana. I już wtedy, gdy nosiłam go w swym łonie, ofiarowałam go Bogu. Ale czy dlatego został księdzem? Czy mnie Pan Bóg wysłuchał, czy kogo innego, sam Bóg to wie...

- Powiedziała Pani: ofiarowałam go Bogu. Co to znaczy?

- Kiedy miał się urodzić, po prostu oddałam go na własność Matce Bożej.

- Czy jego decyzja o wstąpieniu do seminarium była dla Pani oczywista, czy raczej może stanowiła zaskoczenie?

Reklama

- Było to dla mnie zaskoczenie. Pan Bóg po prostu udzielił mu łaski. A w życiu tak jest: Pan Bóg udziela łaski, a jeśli człowiek odpowie na nią, jeśli pójdzie Bożą drogą, to tę łaskę zdobędzie.

- Czy pamięta Pani moment, kiedy powiedział, że idzie do seminarium?

- Po prostu po balu maturalnym pojechał do Warszawy i złożył dokumenty do seminarium. Nie bał się, chociaż pojechał sam, pierwszy raz w życiu pociągiem, a drogi nie znał. Nigdzie poza Suchowolą przecież nie był. Ale jakoś trafił. Warszawskie Seminarium wybrał chyba dlatego, że blisko stolicy był Niepokalanów. A on miał sentyment do tego miejsca. Może dlatego, że jako dziecko u babci w Grodzisku znalazł kiedyś wiele numerów „Rycerza Niepokalanej”. Złożył je w stosik i ciągle przeglądał. Chciał wtedy koniecznie jechać do Niepokalanowa. Potem chciał zszyć te numery „Rycerza”, aby była z tego całość. Później zauważyłam też, że zaczął nosić pasek św. Franciszka. Mówił też dużo o o. Maksymilianie Kolbe, który żył w Niepokalanowie. To był dla niego wzór. Pamiętam, kiedy przyjeżdżał do domu z seminarium na ferie albo wakacje, przywoził obrazki ze św. Maksymilianem, a także przeźrocza. Wyświetlał je ludziom z całej wioski, którzy wtedy zbierali się u nas w domu. Opowiadał o życiu św. Maksymiliana i przejmował się bardzo jego aresztowaniem, pobytem w obozie i męczeńską śmiercią. Był bardzo wrażliwy. Cieszyłam się, kiedy został księdzem i stale modliłam się, aby był wierny Bogu, bo to jest w życiu najważniejsze.

Reklama

- Jako kleryk przyjeżdżał jednak do domu rzadziej?

- Najczęściej już tylko na ferie i wakacje. Ale pomagał nam trochę przy żniwach i przy budowie stodoły. Był jednak słabego zdrowia. Zwłaszcza po wojsku, jak musiał się poddać operacji tarczycy. W wojsku zniszczono mu zdrowie. Dużo tam przeszedł, ale nigdy o tym nie opowiadał, nie żalił się nam. Taki już był. Dopiero po jego śmierci koledzy z wojska opowiadali mi, co tam się działo, jak na przykład boso stał na śniegu i nie chciał oddać różańca. Potem już przyjeżdżał coraz rzadziej. Powiedział mi kiedyś już jako kapłan: „Mieliście Matko wiele dzieci i dobrze ich pilnowaliście. Ale ja mam więcej dzieci. I przyjdzie mi przed Bogiem rachunek zdać z ich pilnowania...”. A kiedy był w domu ostatni raz przed śmiercią, zostawił mi do zaszycia sutannę. I nie wiem dlaczego, powiedział: „Odbiorę następnym razem. Albo najwyżej będzie Mama miała na pamiątkę”. I trzymam ją na pamiątkę do dziś.

- Czy bała się Pani o niego, gdy był już księdzem w Warszawie?

Reklama

- Bałam się, jak każda matka. Ale co było robić? On sam wiedział, co powinien czynić, a nie my. Zresztą dałam go Kościołowi i nie mogłam zabrać go Kościołowi. Jeżeli Pan Bóg powołał go na służbę Bogu, to nie mógł już służyć rodzinie. Ksiądz Jerzy nie opowiadał o tym, co robi w Warszawie. Ale wiedziałam, że go śledzili, że wszędzie za nim jeździli, nawet gdy przyjeżdżał do domu nas odwiedzić. Robili mu dużo zdjęć. Nie lubił tego. Po co tyle hałasu - mówił. Był odważny. Bo gdyby nie miał odwagi, to nie poszedłby taką drogą i nie podejmowałby ryzyka. Fizycznie mocny nie był, bo chorował, ale był dzielny. Wiedział, że jak poszedł służyć Bogu, to musi służyć wiernie. I do końca.

- Zaraz po pogrzebie Księdza Jerzego powiedziała Pani, że mordercy nie z synem, tylko z Bogiem walczyli...

- No tak, przecież oni uderzyli nie w Popiełuszkę, ale w sutannę. Uderzyli w Kościół. Dla mnie jego śmierć to jest kamień na całe życie. Co tu mówić, to taka wielka boleść. Odnawia się stara rana, a ta rana zawsze jest i będzie, bo kto może coś takiego zapomnieć. Ale nikogo nie osądzam, śmierci niczyjej nie żądam. Pan Bóg sam kiedyś osądzi. Ile trzeba, tyle mordercy będą musieli odpokutować. Niech im Pan Jezus daruje. Najbardziej bym się cieszyła, żeby się oni nawrócili.

2010-12-31 00:00

Ocena: +40 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Apel o trzeźwe matki

Polacy piją dziś więcej alkoholu niż w czasach PRL-u – alarmuje bp Tadeusz Bronakowski – przewodniczący Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości. W tym roku mija 30 lat od ustanowienia przez biskupów sierpnia miesiącem abstynencji

W nauczaniu Kościoła w Polsce od lat bardzo wyraźny jest wątek rodziny, która uchodzi za najważniejszą szkołę trzeźwości. Jest ona ostoją w budowaniu trzeźwego społeczeństwa. Przed rokiem była mowa o ojcach, którzy powinni być świadkami wiary i trzeźwości. W tym roku zaakcentowana jest rola matek. Biskupi podkreślają: Kochająca matka jest zawsze trzeźwa! Kochająca matka dba o trzeźwość rodziny i dzieci! Kochająca matka pomaga budować trzeźwe społeczeństwo!
CZYTAJ DALEJ

Św. Grzegorz Wielki, papież i doktor Kościoła

Wikipedia.org

Grzegorz I znany też jako Grzegorz Wielki

Grzegorz I
znany też jako
Grzegorz Wielki

Jeden z najwybitniejszych papieży i filarów średniowiecznej kultury, znakomity duszpasterza, doktor Kościoła Zachodniego, reformator liturgii i postać, z którą legendarnie wiąże się określenie „chorał gregoriański”.

Grzegorz urodził się w 540 r. w Rzymie. Piastował różne urzędy cywilne, aż doszedł do stanowiska prefekta Rzymu. Po czterech latach rządów opuścił to stanowisko i wstąpił do benedyktynów. Własny dom zamienił na klasztor. Ten czyn zaskoczył wszystkich – pan Rzymu został ubogim mnichem. Dysponując ogromnym majątkiem, Grzegorz założył jeszcze 6 innych klasztorów. W roku 577 papież Benedykt I mianował Grzegorza diakonem, a w roku 579 papież Pelagiusz II uczynił go swoim przedstawicielem, a następnie osobistym sekretarzem. Od roku 585 był także opatem klasztoru. Wybór na papieża W 590 r. zmarł Pelagiusz II. Na jego miejsce jednogłośnie przez aklamację wybrano Grzegorza. Ten w swojej pokorze wymawiał się. Został jednak wyświęcony na kapłana, następnie konsekrowany na biskupa. W tym samym 590 r. nawiedziła Rzym jedna z najcięższych w historii tego miasta zaraza. Papież Grzegorz zarządził procesję pokutną dla odwrócenia klęski. Podczas procesji nad mauzoleum Hadriana zobaczył anioła chowającego wyciągnięty, skrwawiony miecz. Wizję tę zrozumiano jako koniec plagi. Pracowity pontyfikat Pontyfikat papieża Grzegorza trwał 15 lat. Codziennie głosił Słowo Boże. Zreformował służbę ubogich. Wielką troską otoczył rzymskie kościoły i diecezje Włoch. Był stanowczy wobec nadużyć. Ujednolicił i upowszechnił obrządek rzymski. Od pontyfikatu Grzegorza pochodzi zwyczaj odprawiania 30 Mszy św. za zmarłych – zwanych gregoriańskimi. Podziel się cytatemPrzy bardzo licznych i absorbujących zajęciach publicznych Grzegorz także pisał. Zostawił po sobie bogatą spuściznę literacką. Święty Grzegorz zmarł 12 marca 604 r. Obchód ku jego czci przypada 3 września, w rocznicę jego biskupiej konsekracji. Średniowiecze przyznało mu przydomek Wielki. Należy do czterech wielkich doktorów Kościoła Zachodniego.
CZYTAJ DALEJ

Papież do seminarzystów: uczcie się trwać w obecności Boga

2026-09-03 19:07

[ TEMATY ]

papież

seminarzyści

Vatican Media

W drodze do kapłaństwa nie ma drogi na skróty. W seminarium trzeba się nauczyć, jak trwać w obecności naszego Mistrza - mówił Papież podczas spotkania z alumnami dwóch włoskich seminariów duchownych: w Molfetcie i Aversie. Podkreślił, że całe przygotowanie do kapłaństwa musi być zakorzenione w relacji z Bogiem, który powołuje człowieka do swej misji.

Oto pełny tekst papieskiego przemówienia w tłumaczeniu na język polski:
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję