Reklama

Historia

Niedokończone Msze wołyńskie

W Krwawą niedzielę, czyli 11 lipca 1943 r., UPA zaatakowało 99 miejscowości na Wołyniu, by dokonać rzezi wiernych i kapłanów, którzy gromadzili się w kościołach na nabożeństwach

Niedziela Ogólnopolska 27/2019, str. 28-29

[ TEMATY ]

historia

Wołyń

IPN

Zamordowani mieszkańcy wsi Chołopecze, powiat Horochów, Woły

Zamordowani mieszkańcy
wsi Chołopecze, powiat
Horochów, Woły

Kilka lat temu w związku z Rokiem Kapłańskim Centrum Ucrainicum KUL w Lublinie, we współpracy z lubelskim odziałem IPN, Katolickim Stowarzyszeniem „Civitas Christiana” oraz Konsulatem Generalnym RP w Łucku, zorganizowało wystawę poświęconą martyrologii polskiego duchowieństwa na Kresach Wschodnich II RP, głównie w diecezji łuckiej, które padło ofiarą ukraińskich nacjonalistów w latach II wojny światowej. Ekspozycji nadano symboliczną nazwę: „Niedokończone Msze wołyńskie”. Pamiętamy, że kulminacją tej zbrodni była tzw. Krwawa niedziela, czyli 11 lipca 1943 r., kiedy to UPA zaatakowało 99 miejscowości na Wołyniu, by dokonać rzezi wiernych i kapłanów, którzy w tym dniu gromadzili się na nabożeństwach. Zebrani na modlitwie podczas Mszy św. mieli być łatwą zdobyczą dla morderców, którzy w ten sposób rozpoczęli na masową skalę akcję depolonizacji Wołynia. Ale warto wiedzieć, że przerwane Msze św. były rzeczywistością Wołynia już kilka miesięcy wcześniej – w okresie wielkanocnym, w kwietniu 1943 r.

Wielkanoc będzie czerwona

W okresie poprzedzającym Wielkanoc 1943 r. na Wołyniu pojawiły się wśród polskiej ludności roznoszone przez ukraińskich sąsiadów złowieszcze pogłoski, że „Wielkanoc będzie czerwona od krwi Polaków”. Trwające już od ponad dwóch miesięcy masowe mordy całych polskich wsi w powiatach Sarny i Kostopol czyniły te pogłoski wiarygodnymi. Polacy, w tym dzieci, byli mordowani w bestialski sposób przy pomocy siekier, wideł, bagnetów i noży. Oddziały UPA nie oszczędzały nawet rodzin mieszanych, polsko-ukraińskich. Okres Wielkiego Tygodnia należał do najstraszniejszych. W nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek w Janowej Dolinie k. Kostopola, w której 97 proc. ludności stanowili Polacy, doszło do rzezi ponad 600 osób. W Wielki Piątek oddział Iwana Kłymyszyna „Kruka” napadł na wieś Zabara w powiecie Krzemieniec. Podpalano domy, mordowano mieszkańców siekierami, złapanych uciekinierów wrzucano do płonących budynków. Zginęło ok. 70 osób. W Wielką Sobotę w Hucie Antonowieckiej zabito ok. 50 Polaków. Mordy kontynuowano w Niedzielę Wielkanocną i drugi dzień świąt. Nasiliły się po świętach, w maju 1943 r. We wspomnieniach dowódcy sotni UPA Maksyma Skorupskiego „Maksa” czytamy: „Poczynając od naszej akcji na Kuty 2-3 maja, dzień w dzień, zaraz po zachodzie słońca niebo kąpało się w blasku pożogi. To płonęły polskie wsie”. Mordercy, wykorzystując fakt szukania przez bezbronnych Polaków pomocy u Niemców i partyzantki sowieckiej, cynicznie próbowali usprawiedliwiać ludobójstwo rzekomą współpracą Polaków z wrogami UPA. W czerwcu tego roku Dmytro Klaczkiwski – „Kłym Sawur”, dowódca UPA-Północ, wydał rozkaz „wymordowania wszystkich Polaków”.

Nie tylko „Krwawa niedziela”

Reklama

Kulminacją zaplanowanej zbrodni była niedziela 11 lipca 1943 r. W tym dniu śmierć ponieśli także kapłani. Ks. Józef Aleksadrowicz został zamordowany przez UPA podczas porannej Mszy św. w kościele w Zabłotcach. Miejsce jego spoczynku pozostaje nieznane. Zginął także ks. Jan Kotwicki, proboszcz parafii Chrynów k. Włodzimierza Wołyńskiego. W niedzielę 11 lipca 1943 r. ludzie wychodzący ze Mszy św. zostali zawróceni przez Ukraińców do kościoła. Do wnętrza banderowcy najpierw wrzucili granaty, a potem zaczęli strzelać do stłoczonych ludzi. Zabijano tych, którzy usiłowali się wydostać na zewnątrz. UPA zamordowało w kościele i wokół niego 150-200 osób. Kościół po kilku dniach spalono. Proboszcza zastrzelono podczas próby ucieczki przez zakrystię. Jego ciało zostało pochowane na cmentarzu we Włodzimierzu. Z kolei ks. Bolesław Szawłowski, proboszcz parafii w Porycku, według relacji świadków, miał podczas masakry parafian w kościele zostać ranny w nogę i rękę, spadł z ambony i udając trupa, doczekał wieczoru. Następnie doczołgał się do domu popa, który się nim zaopiekował. Kiedy upowcy nie znaleźli wśród zamordowanych ciała księdza, zorientowali się, że ukrył się u popa. Przyszli do jego domu i dokonali bestialskiego mordu na księdzu. Pop miał udzielić ks. Szawłowskiemu przed śmiercią ostatniej posługi kapłańskiej, a potem pochować jego ciało. Po zakończeniu mordu w kościele banderowcy splądrowali zakrystię, zabrali kielichy i monstrancje. Pijąc mszalne wino, śmiejąc się, dzielili się swoimi wrażeniami. Zwłoki prawie 200 ofiar mordu w Porycku Ukraińcy kazali wrzucić do wykopanych na ich polecenie dołów w odległości zaledwie 25-30 m od kościoła.

W kolejnych tygodniach i miesiącach księża ginęli mordowani za stawanie w obronie swoich parafian oraz za odmowę przejścia na prawosławie lub odmowę publicznego wyrzeczenia się wiary katolickiej, za modlitwę w intencji zamordowanych, za ukrywanie swoich wiernych w klasztorach. Ginęli w czasie ucieczek, w drodze. Niektórych palono żywcem w świątyniach. Innych zrzucano z mostów do rzeki, jeszcze inni ginęli w męczarniach, przywiązywani między dwie deski i przecinani piłą. Ciała ofiar zakopywano w nieoznaczonych miejscach. Jeden z dowódców upowskich, „Rudyj” – Jurij Stelmaszczuk, w czasie przesłuchania opowiadał: „Kiedy już nie pozostał ani jeden żywy człowiek, kopaliśmy wielkie doły, zrzucaliśmy tam wszystkie trupy, zasypywaliśmy ziemią oraz, żeby ukryć ślady tego strasznego grobu, paliliśmy na nim wielkie ogniska i szliśmy dalej. Tak przechodziliśmy od wsi do wsi. Całe bydło, wartościowe rzeczy, mienie i żywność zabieraliśmy, a budynki i inne mienie paliliśmy”. Zdarzało się też, że ofiary wrzucano do studni. Świątynie były nieraz burzone do fundamentów. Taki los spotkał ponad 50 kościołów rzymskokatolickich na Wołyniu. W jednym z rozkazów tak wytłumaczono barbarzyńskie metody niszczenia: „Jeśli ostanie się cokolwiek polskiego, to Polacy będą zgłaszali pretensje do naszych ziem”.

Dokończyć Msze wołyńskie

W jednym ze wspomnień napisanych przez ocalałego świadka rzezi czytamy znamienne słowa: „Antychryst rozpoczął swą działalność!”. Rzeczywiście zło na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w czasie wojny przekroczyło wszelkie ludzkie wyobrażenia. Tylko moc Bożego Miłosierdzia może się zmierzyć z taką tajemnicą zła. Dlatego trzeba – jak powiedział bp Marcjan Trofimiak, ordynariusz diecezji łuckiej – „dokończyć sprawowanie tych Mszy św., które niegdyś zostały przerwane i pozostają niedokończone”. Modląc się za ofiary, za wszystkich, którzy opłakują swoich bliskich, trzeba modlić się także za tych, „którzy w swoim zaślepieniu, podeptawszy przykazania Boże i Chrystusową naukę o miłości, podnieśli rękę na brata. Boże, przebacz im”. Warto dodać też intencje o zachowanie pamięci, ale także o jej uzdrowienie, o prawdę, o próbę przełamania przekleństwa historii przez wzajemne otwarcie na wrażliwość drugiej strony oraz o budowanie relacji polsko-ukraińskich na tym, co w przeszłości było wyrazem człowieczeństwa, a teraz ma moc budowania mostów, np. na pamięci o sprawiedliwych Ukraińcach, którzy ratowali polskich sąsiadów z narażeniem swojego życia. Wreszcie –nie można mówić o pojednaniu w sytuacji, kiedy szczątki pomordowanych leżą nadal w bezimiennych, nieoznaczonych dołach i nie mogą być należycie upamiętnione przez rodziny.

2019-07-03 08:37

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W hołdzie pomordowanym

Niedziela szczecińsko-kamieńska 31/2020, str. V

[ TEMATY ]

tablica pamiątkowa

Wołyń

rzeź wołyńska

Tadeusz Kowalczyk

Odsłonięcie pamiątkowej tablicy

Odsłonięcie pamiątkowej tablicy

W Dębnie odbyły się obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej.

Dokładnie 11 lipca minęła 77. rocznica tzw. krwawej niedzieli, gdy w ok. 100 miejscowościach na Wołyniu doszło do największej fali mordów na Polakach. Ukraińscy nacjonaliści spalili wówczas i zrównali z ziemią dziewięćdziesiąt dziewięć wsi na Wołyniu i piećdziesiąt kościołów.

W parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Dębnie odbyła się uroczystość, podczas której oddano hołd polskim księżom i zakonnikom, którzy zostali zamordowani na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej oraz na południowo-wschodnich ziemiach powojennej Polski w latach 1939-47. Inicjatorem wydarzenia było Stowarzyszenie Kresy Wschodnie – Dziedzictwo i Pamięć w Szczecinie, oddział w Dębnie.

Pamięć jest gwarantem

Uroczystość rozpoczęła się Mszą św. koncelebrowaną pod przewodnictwem biskupa pomocniczego archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej Henryka Wejmana, z udziałem proboszcza ks. Henryka Łąckiego i kapłanów, którzy wywodzą się z Dębna, a pełnią posługę w innych parafiach, oraz kapłanów z tutejszej parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła. W homilii bp Wejman podkreślił: – Pamięć jest gwarantem na przyszłość, aby nie doszło już więcej do takich ataków, ale zarazem pozwala budować obecnie właściwe relacje jedności i pokoju między rodzinami i narodami. Potrzebna jest modlitwa za wszystkich – zarówno za ofiary, jak i za tych, którzy dopuścili się ludobójstwa na Wołyniu.

Uczestnicy

W Liturgii uczestniczyli m.in.: wicewojewoda zachodniopomorski Marek Subocz, dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Szczecinie dr Paweł Skubisz, wiceprezes Stowarzyszenia Kresy Wschodnie – Dziedzictwo i Pamięć Jerzy Mużyło oraz przewodniczący tego stowarzyszenia Antoni Dąbrowski, zastępca burmistrza Dębna Joanna Stąsiek-Janicka, przewodniczący Rady Miejskiej w Dębnie Marcin Krzysiak z wiceprzewodniczącą Alicją Sopińską, sekretarz gminy Dębno Mirosław Turów, radna powiatu myśliborskiego Danuta Patkowska, zastępca burmistrza Witnicy Małgorzata Łopatka oraz dyrektor Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy w Dębnie Monika Piotrowska. W nabożeństwie uczestniczyli, oczywiście, Kresowianie z Dębna, Warszawy, Gryfina i ich potomkowie, goście ze Skwierzyny oraz licznie zgromadzeni mieszkańcy Dębna i okolic.

Pamiątkowa tablica

Po Liturgii, na placu przy kościele, odsłonięto tablicę poświęconą męczeństwu polskiego duchowieństwa. To pierwsza taka tablica na Pomorzu Zachodnim i jedna z nielicznych w kraju. Uroczystego odsłonięcia dokonali Apolonia Gerlak z Dębna – świadek tragicznych wydarzeń na Wołyniu oraz dr Paweł Skubisz. Tablicę poświęcił bp Wejman. Następnie poszczególne delegacje stowarzyszeń i organizacji kombatanckich oraz przedstawiciele partii politycznych złożyli pod nią kwiaty. – Duchowni ci pozostali niestrudzonymi uczniami Chrystusa i zapłacili cenę najwyższą, dając świadectwo służby Bogu, ojczyźnie i bliźniemu. Nie możemy o nich zapomnieć – zaznaczył Marek Subocz. Antoni Dąbrowski dodał: – Polskie duchowieństwo jest podstawą naszej tożsamości. Oni tworzyli ten trzon, który zawsze dbał o Polskę, o polską mowę i tradycje. I właśnie dlatego stali się celem ukraińskich nacjonalistów.

Około 200 duchownych zginęło na Wołyniu z rąk ukraińskich nacjonalistów.

Oprawa i patroni

Oprawę artystyczną uroczystości zapewniły Kapela Dębniacy, która zaśpiewała m.in. pieśń Pożegnanie z Wołyniem, oraz zespół Hosanna z Dębna pod przewodnictwem Anety Dobropolskiej, który rozpoczął Mszę św. pieśnią autorstwa Antoniego Dąbrowskiego Na Wołyniu Polscy księża męczennicy.

Uroczystość odbyła się pod patronatem abp. Andrzeja Dzięgi, parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Dębnie, burmistrza Dębna Grzegorza Kulbickiego oraz Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy w Dębnie. Patronami medialnymi byli: Telewizja Szczecin, Kurier Szczeciński i Muzyczny Klub Giso Grzegorza Kujdy, który zapewnił też oprawę techniczną. Fundatorami tablicy poświęconej polskiemu duchowieństwu są Kresowianie z Dębna i ich potomkowie oraz członkowie dębińskiego oddziału Stowarzyszenia Kresy Wschodnie – Dziedzictwo i Pamięć.

CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - patronka misji

Przed swoją śmiercią św. Teresa (1873-1897) przyrzekła, że będzie z nieba „spuszczać deszcz róż”. Dlatego ikonografia przedstawia Świętą z naręczami róż, które oznaczają łaski, jakie za jej wstawiennictwem ludzie otrzymują. Te właśnie niezwykłe łaski stały się przyczyną popularności Świętej w świecie, oraz tak rychłego wyniesienia do chwały ołtarzy. W roku 1923 papież Pius XI ogłosił ją błogosławioną, a już dwa lata później wpisał ją uroczyście do katalogu świętych. W roku 1944 papież Pius XII ogłosił św. Teresę drugą, obok Joanny d´Arc, patronką Francji. W roku 1947, w 50-lecie śmierci św. Teresy, odbyła się we Francji wielka peregrynacja relikwii Świętej.

W Lisieux wystawiono obok klasztoru Karmelitanek bazylikę ku czci św. Teresy. Nad wejściem do bazyliki widnieje duży napis: „Kto się wywyższa, będzie poniżony; kto się poniża, będzie wywyższony” (Łk 14,11). W bazylice Święta leży w brązowym habicie, z białą peleryną, w czarnym welonie i z wiankiem róż na głowie. W prawej ręce trzyma róże, a w lewej krzyż. Wokół kryształowej trumny mnóstwo róż, jak też zapalonych świec. Dookoła trumny napis: „Chcę osiągnąć niebo, czyniąc dobrze na ziemi”. Sława św. Teresy od Dzieciątka Jezus jest rzeczywiście zadziwiająca.
Jej krótkie życie nie zawierało nadzwyczajnych wydarzeń. Nie piastowała ważnych funkcji, nie pisała traktatów teologicznych, nie założyła nowych fundacji, nie odznaczała się bohaterskimi czynami. Dziewięć lat klasztornego życia upłynęło jej na cichym wypełnianiu twardej reguły karmelitańskiej. Jednak Teresa z Lisieux została Doktorem Kościoła, jest najczęściej cytowaną kobietą w nowym Katechizmie Kościoła Katolickiego.

Swoje przemyślenia na temat życia duchowego i cierpienia napisała w księdze Dzieje duszy. Nie była wielką pisarką, ale jej teksty odznaczają się prostotą i jasnością. Pierwsza część jej autobiografii - „Rękopis A” - powstał na prośbę siostry Pauliny, przeoryszy Karmelu. Siostra Maria później nakłoniła Teresę do napisania „Rękopisu B”, prosząc o dokładniejsze wyjaśnienie „doktryny małej drogi”.
Droga ta jest prosta, dostępna każdemu, choć wcale niełatwa. Teresa mówi tu o swoim jedynym skarbie: „im bardziej jest się słabym, bez pragnień i bez cnót, tym lepszym jest się obiektem dla działania Bożej miłości, pochłaniającej i przemieniającej”. Co ciekawe, dzisiaj refleksje św. Teresy, przetłumaczone na blisko 60 języków, należą do ścisłej czołówki bestsellerów literatury religijnej.
Święta Teresa miała zaledwie 4 lata, kiedy straciła matkę. Po jej śmierci obrała sobie za matkę Maryję. W latach 1881-1886 ojciec oddał Teresę do internatu sióstr benedyktynek, które w swoim opactwie miały także szkołę z internatem dla dziewcząt. 25 marca 1883 r. Teresa zapadła na ciężką chorobę. Jak sama wyznała, uzdrowiła ją cudownie Matka Boża. Odtąd przy każdej Komunii św. powtarzała z radością: „Już nie żyję ja, ale żyje we mnie Jezus”. Pan Jezus swoją wybrankę już od dziecka doświadczył cierpieniem. Najpierw przyszła wspomniana choroba. Potem ogarnęły ją skrupuły, które dręczyły ją ponad rok. Jak wyznała, swoje uleczenie z tej choroby duchowej zawdzięcza swoim czterem siostrzyczkom, zmarłym w latach niemowlęcych. W pamiętniku swoim zapisała, że w czasie pasterki, w noc Bożego Narodzenia przeżyła „całkowite nawrócenie”. Jak je należy rozumieć? Oto ogarnął jej serce żar pozyskania dla Pana Jezusa wszystkich grzeszników. Ogarnęła ją tęsknota za modlitwą, rozmową z Bogiem. Odtąd zaczęła się jej wielka droga ku świętości.

Kiedy miała 15 lat, zapukała do bramy Karmelu, prosząc o przyjęcie. Przełożona jednak, widząc wątłą oraz zbyt młodą panienkę, nie przyjęła Teresy, obawiając się, że najsurowszego zakonu nie przetrzyma. W tej sytuacji Teresa pojechała do Rzymu. Papież Leon XIII obchodził złoty jubileusz swojego kapłaństwa. Upadła przed nim na kolana i zawołała: „Ojcze, pozwól, abym dla uczczenia Twego jubileuszu mogła wstąpić do Karmelu w 15. roku życia”. Marzenia dziewczęcia spełniły się dopiero po roku. Została przyjęta, najpierw w charakterze postulantki, potem nowicjuszki. Zaraz przy wejściu do klasztoru uczyniła postanowienie: „Chcę być świętą”.
W styczniu 1889 r. odbyły się jej obłóczyny i otrzymała imię: Teresa od Dzieciątka Jezus i od Świętego Oblicza. Jej drugim postanowieniem było:
„Przybyłam tutaj, aby zbawić dusze, a nade wszystko, by się modlić za kapłanów”. Na rok przed śmiercią zaczęły pojawiać się u św. Teresy pierwsze objawy daleko już posuniętej gruźlicy: wysoka gorączka, osłabienie, zanik apetytu. Pierwszy krwotok zaalarmował klasztor w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek. Mimo to spełniała nadal wszystkie zlecone jej obowiązki: mistrzyni, zakrystianki, opiekunki starszych sióstr. Zima roku 1896/1897 była wyjątkowo surowa. Klasztor nie był ogrzewany. Przełożona zlekceważyła stan siostry. Do infirmerii posłano ją dopiero w lipcu 1897 r., gdzie 30 września zmarła.

Często święta przedstawiana jest jako osoba uśmiechnięta. Tak było w istocie. Nawet wśród największych cierpień umiała zdobyć się na uśmiech. Chciała zostać świętą. Chciała wiele czynić dla zbawianie dusz. Chciała pomagać kapłanom. I oto nadarzyła się okazja - cierpienie. Św. Teresa cieszyła się z tych krzyży, bo widziała w nich piękny prezent, jaki może złożyć Boskiemu Oblubieńcowi. Pan Jezus nie był też wobec niej dłużny, obsypywał Wybrankę pociechami wewnętrznymi, a nawet stanami ekstazy.
W Polsce kult św. Teresy stał się bardzo popularny w XX w. Nie było kościoła bez obrazu uśmiechniętej Świętej z różami. Wystawiono ku jej czci kilkadziesiąt kościołów. Ukazało się kilkanaście wydań jej żywotów. Także jej imię stało się popularne. Istnieją w Polsce dwie rodziny zakonne pod wezwaniem św. Teresy: Karmelitanki od Dzieciątka Jezus oraz Siostry św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Może zadziwiać, dlaczego św. Teresa została ogłoszona patronką misji katolickich. Wyjaśnia to wyznanie Teresy: „nie mogąc być misjonarką czynną, pragnę nią być mocą miłości i pokuty”. Te słowa wzbudziły wśród głoszących Dobrą Nowinę na krańcach świata wiarę w Jej autentyczną miłość i wstawiennictwo w trudach misyjnych.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Barbarin: swą modlitwę zawsze zaczynam od imion ofiar

2020-10-01 14:16

[ TEMATY ]

kard. Philippe Barbarin

źródło: wPolityce.pl

kard. Philippe Barbarin

kard. Philippe Barbarin

„Mimo uniewinnienia moje imię stało się symbolem pedofilii. Wciąż jestem atakowany w pociągu czy metrze… Bo ksiądz pedofil to skrajny skandal”. Kard. Philippe Barbarin mówi o tym w wywiadzie prezentującym jego najnowszą książkę „W mojej duszy i sumieniu” („En mon âme et conscience”), w której spogląda wstecz na cztery lata nagonki medialnej i sądowej.

69-letni kard. Barbarin został w styczniu uniewinniony z zarzutu niedoniesienia o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich, jakiego dopuścił się jeden z księży jego archidiecezji, Bernard Preynat, co nastąpiło podczas rządów poprzednika kardynała. Pomimo uniewinnienia hierarcha zrezygnował z funkcji arcybiskupa Lyonu, a w marcu Franciszek przyjął jego dymisję. Następnie kard. Barbarin wyjechał na długie rekolekcje do Ziemi Świętej, gdzie powstała jego książka.

Kard. Barbarin pisze w niej, że jego życie legło w gruzach. Podkreśla jednak, że rozumie gniew ludzi zgorszonych pedofilią w Kościele i wskazuje, że nie może być dla niej najmniejszej tolerancji. Wskazuje zarazem, że z obecną wiedzą na pewno reagowałby szybciej i radykalniej. Hierarcha przywołuje wydarzenie z sądu, kiedy jego prawnik zapytał oskarżającego go mężczyznę, czy zdaje sobie sprawę z tego, że przez trzy lata kardynał był babrany w błocie. „Didier Burdet odpowiedział wówczas: «Tak to prawda, ale czy zdajesz sobie sprawę, że my cierpimy od 30, 40 lat?»” – wspomina kardynał podkreślając, że nigdy nie zapomni tych słów.

Hierarcha wyznaje, że dziś często przychodzą do niego ofiary, którym stara się nieść pomoc. „Nie wolno ich zostawić samych. Muszą być w stanie powiedzieć księdzu, który je skrzywdził: «Złamałeś mi życie». I to w obecności świadków, aby Kościół mógł rozpoznać ich cierpienie. Ci ludzie muszą dostać odpowiednie wsparcie” – mówi emerytowany arcybiskup Lyonu.

Dodaje, że rozumie ludzi, którzy nie mogą znieść tego, że księża-pedofile, po tym co zrobili, nadal trzymają w rękach ciało Chrystusa. Wskazuje, że takie sytuacje nie mogą mieć miejsca, o czym rozmawiał m.in. z Bernardem Preynatem, a winni muszą ponieść konsekwencje popełnionych czynów.

„Swą modlitwę zawsze zaczynam od imion ofiar” – wyznaje kard. Barbarin, który obecnie zamieszkał w archidiecezji Rennes w Bretanii. Posługuje tam jako kapelan sióstr zakonnych i wykładowca eklezjologii w seminarium duchownym. Ma też pełnić zlecone mu przez papieża misje na Bliskim Wschodzie.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję