Reklama

Sanktuaria

Miejsce znaczone gwiazdą

Na rogu ulicy prowadzącej do Bazyliki Narodzenia znajduje się piekarnia. Tu prawie o każdej porze można kupić świeży chleb i posilić się przed dojściem do groty, gdzie narodził się Ten, który jest Chlebem Życia.

Niedziela Ogólnopolska 51/2019, str. 6-9

[ TEMATY ]

Ziemia Święta

Boże Narodzenie

Magdalena Pijewska/Niedziela

Tak w czasach Jezusa mogły wyglądać ubogie domostwa w Betlejem – na zdjęciu wnętrze zachowanego do dziś domu w wiosce taybeh

Tak w czasach Jezusa mogły wyglądać ubogie domostwa w Betlejem – na zdjęciu wnętrze zachowanego do dziś domu w wiosce taybeh

Betlejem. Za szarym murem miasta biel domów. Hotele przeplatają się ze szkołami, kościołami i prywatnymi domami. Sprzedawcy pamiątek zapraszają do sklepów. Na Placu Żłóbka przyozdobiona świecidełkami choinka. Jak to miejsce mogło wyglądać w czasach narodzin Pana Jezusa? Gdzie mogła się zatrzymać Święta Rodzina?

Święte prawo gościnności

Ten, kto w czasach biblijnych szedł przez pustynię, mógł szukać schronienia w cieniu namiotu rozbitego przez nomadów zamieszkujących te obszary. Gościny udzielano chętnie. Wskazuje na to historia opisująca Abrahama zapraszającego do swego namiotu trzech wędrowców. Prawo gościnności było uznawane za święte. Jest ono i dziś przestrzegane przez wielu ludzi Bliskiego Wschodu, którzy są gotowi udzielić gościny – umożliwić odpoczynek, dać kubek wody czy aromatycznej kawy.

Reklama

Pustynny namiot był gościnny, ale skromny. Podróżujący w czasach starożytnych mogli liczyć czasem na nieco lepsze warunki. Oferowały je gospody znajdujące się nieopodal głównych dróg, a czasem i w miastach. Można w nich było pokrzepić siły, spożyć posiłek czy przenocować. Tu chory mógł liczyć na opiekę. Tym razem wszystko wymagało wniesienia przez gościa opłaty. Nie było to lekceważenie dawnych praw, ale wynikało z konieczności. Gospodarz nie był w stanie zaopatrzyć w potrzebne rzeczy licznych ludzi przybywających do jego domostwa. Zrujnowaliby go. By zapewnić podróżnym właściwe warunki, rezygnował z codziennych obowiązków. Opiekując się chorym, wykonywał pracę, która stawała się źródłem jego utrzymania. O gospodzie w mieście wspomina Księga Jozuego, która opisuje wyprawę zwiadowców do Jerycha. Mówi też o niej Jezusowa przypowieść o dobrym Samarytaninie. Prowadzący gospodę oferował wszelką możliwą pomoc. Na podróżnego czekało piętrowe domostwo z licznymi pokojami usytuowane przy rozległym dziedzińcu. Było wyposażone w miejsce do składowania towarów oraz pomieszczenie dla zwierząt.

Od czasów perskich przybywało budowli o podobnym przeznaczeniu. Wiązało się to z powstaniem oficjalnej poczty. Nie zawsze jednak łatwo było znaleźć tam miejsce na popas. Warunkami koniecznymi do skorzystania z noclegu były: wolne miejsce w gospodzie oraz wniesienie przez podróżnego odpowiedniej opłaty. Jeśli zabrakło jednego z nich, trzeba było szukać innego noclegu.

Gospody zazwyczaj znajdowały się przy drogach i były położone z dala od miast. Jeśli podróżny szukał schronienia w mieście, pytał o możliwość noclegu jego mieszkańców. W trochę lepszej sytuacji byli kupcy, gdyż mogli się zatrzymać w dzielnicy kupieckiej, gdzie mogli spotkać ludzi znanych im z prowadzonych transakcji handlowych. Dla Żydów istniała jeszcze jedna możliwość. Było nią pomieszczenie dla wędrowców budowane przy niektórych synagogach. Ale i tam nie zawsze można było się zatrzymać. Od nocujących oczekiwano zachowania pełnej czystości rytualnej, to zaś w sytuacji kobiety spodziewającej się rychłego rozwiązania stanowiło spory problem.

Betlejem – mieścina licha

Reklama

Co w takim razie mogła zastać w Betlejem Święta Rodzina? Mimo bliskości Jerozolimy miasto nie odznaczało się wielkim splendorem. Już w VIII wieku przed Chr. mówił o nim prorok Micheasz jako o miejscu, które było uznawane za jedno z najlichszych (Mi 5, 1). Nic nie wskazuje na to, że w późniejszym okresie sytuacja się zmieniła. Wprawdzie na południe od Betlejem Herod Wielki nakazał wybudować wspaniałą rezydencję i fortecę zwaną Herodionem, ale poza jej ruinami, oddalonymi zresztą od miasta, nie spotykamy pozostałości okazałych rezydencji. Tymczasem w wielu miejscowościach można spotkać fragmenty bogatych domostw, składających się z wielu pomieszczeń zdobionych malowidłami, rozległego dziedzińca i systemu zapewniającego możliwość zgromadzenia odpowiednich zapasów wody. W Betlejem takich budowli nie było. A nawet gdyby były, to raczej mało prawdopodobne, by ubodzy ludzie z Nazaretu szukali w nich schronienia czy gościny. Do ich bram nie pukali, bo ci, którzy strzegli wejścia, z pewnością nie wpuszczali do wnętrza przechodniów pojawiających się bez zaproszenia.

Betlejem było miastem zamieszkałym przez ubogich. Ich domy były gęsto stłoczone, podobne jeden do drugiego. Najczęściej składały się z jednego pomieszczenia. Nie pozostały po nich ślady. Wykopaliska znane z innych miejsc odsłaniają zazwyczaj same fundamenty. Ale domy ubogich przez długi czas nie zmieniały swego zasadniczego kształtu. Może więc pewną podpowiedzią będzie jeden z dawnych domów zachowany w chrześcijańskiej wiosce Taybeh. Swą przeszłością sięga on czasów bizantyjskich, a więc nie aż tak bardzo odległych od czasów Chrystusa. Ten dom zaopatrzony był w jedno wejście. Masywne drzwi strzegły życia domowników i ich mienia. Nie otwierano ich bez potrzeby. Jeśli chciano sprawdzić, kim jest ten, kto dobija się do drzwi, proszono go, by wsunął rękę przez otwór w progu. Tak rozpoznawano znajomych. Do obcych odnoszono się z nieufnością. Otwór umożliwiał także powrót do domostwa kotom i ptactwu oraz nieproszonym gościom, którymi były drobne gryzonie. Charakterystyczne jest bogato zdobione nadproże. Dominuje tu powtarzany motyw gwiazdy. Wchodzący widział gwiazdę Balaama, dwie gwiazdy Dawida, symbol słońca i rozetę.

Wnętrze domu było podzielone na pomieszczenia dla zwierząt i ludzi. To pierwsze znajdowało się z lewej strony. W jednej części stały owce i kozy, w drugiej przywiązywano osła. Tam też przebywało bydło. Osioł nie tylko odpoczywał – pełnił też funkcję strażnika. W sytuacjach budzących niepokój zwierzę głośnym rykiem budziło wszystkich domowników. Z racji obecności zwierząt miejsce do spania dla ludzi znajdowało się w górnym pomieszczeniu. Do spania służyły maty rozkładane na noc. Na dzień je zwijano i umieszczano pod ścianą. Tu spożywano posiłek. Tu pozostawały osoby, które nie udawały się za dnia do pracy poza domem. W niższej części po prawej stronie od wejścia przechowywano naczynia, żywność, narzędzia i przedmioty codziennego użytku. Nad nimi – ziarno. Poddasze służyło natomiast za miejsce przechowywania paszy dla zwierząt. Wnoszono ją tam w nietypowy sposób – przez dach. Jak? Wyjmowano w tym celu kilka ruchomych kamieni. Powstały w ten sposób otwór umożliwiał wygodne dostarczenie zapasów potrzebnych do wyżywienia zwierząt. Istniało jeszcze jedno miejsce z takim nietypowymi „drzwiami”. Tym razem chodziło o drogę umożliwiającą ucieczkę w czasie zagrożenia. Do tego służyły ruchome kamienie w dolnej części ściany, niedaleko wejścia. W razie zagrożenia można je było wyjąć i szybko dyskretnie opuścić dom.

Kołyska wylizana do czysta

Kamienny budynek to niejedyna możliwość znalezienia schronienia. Tereny Judei, podobnie zresztą jak sporej części Ziemi Świętej, to góry. W białym wapieniu, z którego są one zbudowane, znajdują się liczne groty.

Niektóre z nich powstały w sposób naturalny, inne mogły zostać wydrążone przez człowieka. Czasem stanowiły element podpiwniczenia domu. Służyły za magazyn lub pomieszczenie dla zwierząt. Świadczą o tym wykute w ich ścianach uchwyty służące do wiązania osła czy wołu. W dolnej części niektórych grot drążono silosy. Pozwalały one na przechowywanie zapasu zboża. Bywało, że takie groty stanowiły mieszkanie dla ludzi ubogich, niekiedy też pasterze wykorzystywali je jako miejsce schronienia – zarówno dla siebie, jak i dla swoich trzód. Wystarczyło przed zagłębieniem w skale postawić mur z kamieni i już stawało się ono miejscem nadającym się do tego, by bezpiecznie i spokojnie przeczekać chłód nocy lub spiekotę dnia.

Być może taka lub podobna grota dała schronienie Maryi i Józefowi oraz nowo narodzonemu Jezusowi. Z racji spisu ludności musieli oni wyruszyć w podróż; termin spisu narzucał datę pojawienia się w Betlejem. Maryja mogła wprawdzie zostać w domu, ale pozostawienie Jej samej sobie było równie ryzykowne jak wspólna podróż, ta jednak dawała Józefowi gwarancję opieki nad Matką. Mógł być blisko Niej. To wszystko dyktowało decyzję o wyprawie i konieczności zatrzymania się w Betlejem. Nocleg z dala od miasta niczego by nie rozwiązał. Byliby z dala od siebie. A może z racji rzeszy wędrowców kolejne gospody były zajęte i dlatego szli z miejsca na miejsce? Miasto było równie zatłoczone. Zresztą i bez tego, jako miejsce zamieszkania ubogich, było ciasne. Jak w takich warunkach znaleźć miejsce w izbie? Ponadto byli obcy. Możliwe zatem, że ktoś, kto zdecydował się udzielić im schronienia, dał im do dyspozycji pomieszczenie przeznaczone dla zwierząt, nie sposób bowiem było położyć ich na noc razem z dziećmi gospodarza, tym bardziej że Maryja oczekiwała rozwiązania. Dodatkowo umieszczenie Jej w izbie mieszkalnej groziło uczynieniem nieczystym wszystkiego, czego by dotknęła po porodzie. A osobnej izby przeznaczonej dla gości nie było. W grę wchodziło tylko pomieszczenie, w którym trzymano zwierzęta – mogła to być grota – ponieważ było to oddzielne miejsce, które dawało choć odrobinę intymności na czas porodu. I tak żłób mógł się stać kołyską dla Pana Jezusa. Dodajmy, że w całym bałaganie pomieszczenia mieszkalnego, wynikającym z codziennych warunków, było to miejsce najczystsze, bo wylizane do ostatniego źdźbła przez szukające w nim pokarmu zwierzęta.

Ewangelia wspomina, że gdy do miejsca narodzenia przybyli Mędrcy, zobaczyli gwiazdę, która ich prowadziła. Ewangelista niewątpliwie wspomina o szczególnym znaku danym od Boga, zapowiadanym przez proroka Balaama. Ale ową gwiazdę mogli oni zobaczyć także w nadprożu domu. Przecież mogła być jego ozdobą. Złączyli ją ze znakiem Mesjasza. W Nowonarodzonym rozpoznali Króla Izraela, którego szukali; Zbawiciela, za którym tęsknił cały świat. W noc narodzin anioł wezwał pasterzy do Betlejem. Poszli do miasta Dawida, by odnaleźć Mesjasza. Obecność pasterzy w miejscu, gdzie trzymano zwierzęta, nie dziwi, szczególnie gdy miejscem schronienia byłaby pasterska grota. W Synu Maryi rozpoznali obiecanego Chrystusa. Uznali, że swe odkrycie zawdzięczają łasce Boga, która poruszyła ich serca na widok Świętej Rodziny. Dlatego o swym przybyciu opowiedzieli jako o wezwaniu Boga.

Czy tak mogło być? Ewangeliści, mówiąc o narodzeniu Pana, wskazują podstawowe wydarzenia, by poprowadzić nas do spotkania z Jezusem i wzbudzić wiarę w naszych sercach. To najważniejsze. My próbujemy odnaleźć kilka dalszych śladów, tych bardzo ludzkich. Nie po to, by umniejszać wielkość Tajemnicy Bożego Narodzenia, ale by zobaczyć, że dokonała się ona pośród ludzkiej codzienności, tak jak dziś rozgrywa się w naszych kościołach podczas każdej Mszy św., podczas każdego naszego spotkania z Chrystusem Eucharystycznym. Uczestniczący w nim przyjmują Go do swych serc. Jedni zabierają Go ze sobą do mieszkania w bloku czy do willi, ktoś do hotelowego pokoju, inni do noclegowni czy poczekalni. W ten sposób każde z tych miejsc staje się Miejscem Narodzenia, gdzie Bóg chce na stałe zamieszkać pośród nas, by uświęcić nasze życie.

Ks. Krzysztof P. Kowalik
Autor jest doktorem biblistyki, wykładowcą WSD w Kaliszu

2019-12-19 09:41

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Droga Neokatechumenalna buduje drugi ośrodek w Ziemi Świętej

2020-09-22 16:38

[ TEMATY ]

Ziemia Święta

Droga Neokatechumenalna

Archiwum

Po Domus Galilaeae na Górze Błogosławieństw powstanie Domus Jerusalem na Górze Oliwnej. Międzynarodowe Centrum Domus Galilaeae jest centrum formacyjnym Drogi Neokatechumenalnej. Znajduje się przy samym szczycie Góry Błogosławieństw, w pobliżu Kościoła Błogosławieństw, na północ od Kafarnaum i Jeziora Tyberiadzkiego. Od lat jest bardzo ważnym centrum pielgrzymkowym członków wspólnoty z całego świata. W Jerozolimie powstanie drugi taki ośrodek.

Domus Jerusalem to kolejne misyjne centrum formacyjne, obejmujące kościół, sale liturgiczne i bibliotekę. Zostanie wybudowane na zboczach Góry Oliwnej, blisko Ogrodu Getsemani i na drodze do Betanii.

Liczącą ponad 0,5 ha działkę kupiła za 5 mln euro katolicka fundacja Domus Jerusalem z siedzibą w Panamie, podczas przetargu, który miał miejsce dwa lata temu w Mediolanie. O ziemię konkurowało wiele organizacji religijnych, jednak właścicieli przekonał projekt, który zaprezentował Manual Anselmo Díaz Ortiz, proboszcz Matki Bożej z Guadalupe w Panamie i prezes fundacji Domus Jerusalem. Inicjatywa zyskała poparcie wielu hierarchów np. kard. Seana O’Malleya z Bostonu, kard. Antonio Rouco z Madrytu czy kard. Christoph Schönborna z Wiednia.

Góra Oliwna należy do najświętszych miejsc judaizmu i chrześcijaństwa. Niedaleko jest położona dolina Cedronu, wzdłuż której rozciąga się najważniejszy cmentarz żydowski, gdzie według tradycji zmartwychwstaną pierwsi zmarli. W okolicy znajdują się także ważne miejsca dla chrześcijan – Kościoły Ojcze Nasz, Dominus Flevit, grób Najświętszej Marii Panny.

Równolegle powołano również inną fundację w Madrycie, która ma na celu zachować dziedzictwo Kiko Argüello, inicjatora Drogi Neokatechumenalnej. Instytucja będzie zajmować się sztuką i ewangelizacją. 

Droga Neokatechumenalna narodziła się w 1962 r. w slumsach Madrytu, do których w latach 60 trafił jej inicjator, Kiko Arguello. Pierwsza wspólnota w Polsce powstała w Lublinie w 1975 r. przy kościele św. Piotra, będącym wówczas kościołem rektoralnym jezuitów. Pierwszą grupę tworzyli o. Alfred Cholewiński, jezuita, który neokatechumenat poznał we Włoszech, oraz włoscy katechiści Stefano Gennarini z Rzymu i Giuliana Panci z Florencji.

CZYTAJ DALEJ

Abp Depo: widoczne są dysproporcje pomiędzy mediami (wywiad)

2020-09-19 09:57

[ TEMATY ]

media

abo Wacław Depo

Redakcja Tygodnika Katolickiego "Niedziela"

Media są pewną formą obdarowania, ale są również pewnym ciężarem odpowiedzialności – powiedział w rozmowie z KAI abp Wacław Depo metropolita częstochowski i przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu ds. Środków Społecznego Przekazu.

Publikujemy treść wywiadu:

Ks. Mariusz Frukacz (KAI): Jak Ksiądz Arcybiskup ocenia postawę mediów katolickich podczas epidemii, zwłaszcza w pierwszych miesiącach - czy właściwie towarzyszyły odbiorcom pomagając im dobrze przeżyć ten niezwykły czas?

Abp Wacław Depo: Myślę, że trzeba zacząć w szerszym kontekście od tego, iż pewnym ważnym progiem do przebicia się mediów katolickich, ale również w ogóle mediów, do świadomości ludzi wierzących był wybór Jana Pawła II i jego pielgrzymka do Ojczyzny. Kiedy nie mogliśmy bezpośrednio uczestniczyć w tych właśnie wydarzeniach, to wówczas poprzez przekaz radiowy i telewizyjny łączyliśmy się z tym misterium, które dokonywało się na naszych oczach, mimo że wówczas nie byliśmy wychowani do takiego głębokiego przeżycia wewnętrznego, na które dzisiaj możemy spojrzeć w sensie zadania czy to zrealizowanego do końca, czy też nie.

Aktualnie w czasie Mszy św., które były transmitowane wypowiadaliśmy modlitwę o komunii duchowej przyjęcia Pana Jezusa do swojego serca. To była modlitwa bezpośrednio odczytywana przez celebransa, ale każdy w niej mógł się odnaleźć myśląc o swoim pragnieniu sakramentalnego przyjęcia Pana Jezusa, jak również o samej więzi z Jezusem i o miłości do Jezusa. Słowa „kocham Cię Panie Jezu, bo Ty mnie kochasz, obdarowujesz sobą” wypowiadane w trakcie Eucharystii musiały, moim zdaniem, głęboko zapadać w świadomość ludzi, a zwłaszcza cierpiących, chorych i znajdujących się jakiejkolwiek potrzebie, jednocześnie będąc izolowani od innych osób w najbliższej rodzinie.

KAI: Czy z tego czasu płynie jakaś lekcja dla mediów? Czy nie uważa Ksiądz Arcybiskup, że należałoby utrzymać więzi pomiędzy proboszczem a parafianami stworzone dzięki transmisjom Mszy św., z tym, że teraz budowane wokół innych treści, np. krótkie katechezy, odpowiedzi na trudne pytania dotyczące wiary, kursy, dyskusje?

– Z pomocą przychodzi nam list kard. Roberta Sarah, który napisał: „Wróćmy z radością do Eucharystii”. Oczywiście ważny jest ten kontakt osobowy księdza proboszcza, jako głównego nie tylko celebransa Eucharystii, ale również moderatora życia religijnego i takich, czy innych spotkań, które się dokonywały, czy też dokonują z wiernymi, czy z danymi grupami. Myślę tutaj o grupach dzieci pierwszokomunijnych, czy też młodzieży bierzmowanej. Trzeba zaznaczyć, że tu pojawia się zadanie dla obydwu stron. W czasie pandemii księża proboszczowie wychodzili do wiernych z różnymi, nawet dosyć ekstremalnymi inicjatywami, tak jak przejazd przez wioski i święcenie pokarmów wielkanocnych. Uważam, że dzisiaj trzeba bardziej zwrócić uwagę na samą odwagę wyjścia do kościoła. Są oczywiście dalej obostrzenia sanitarne, których trzeba przestrzegać, ale musimy przełamać lęk, zwłaszcza poprzez decyzje rodziców, żeby z dziećmi i młodzieżą wychodzić do kościoła. Jesteśmy świadomi tego, że ogólna frekwencja na niedzielnych Mszach Świętych kształtowała się w okolicach 30 procent. Ten czas jest dla nas jakimś rachunkiem sumienia, że odizolowanie się przestrzenne jednak spowodowało jakieś lęki przed wejściem do kościoła, a potem korzystaniem z sakramentu Eucharystii i pokuty.

KAI: Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup panoramę polskich mediów katolickich i panujący w tej sferze pluralizm? Czy ten stan jest optymalny czy czegoś tu, według Księdza Arcybiskupa, brakuje?

– Odpowiem nieco zdumiewająco, a nawet nieco prowokacyjnie. Jest to nasza praca aż do końca świata. Dlatego, że widoczne są dysproporcje pomiędzy mediami, które są, w takiej czy innej panoramie, propozycją dla ludzi, też przecież podmiotem takiego, czy innego filmu, adresu, czy celebracji eucharystycznych, innych nawet form, takich jak publiczne dyskusje, to jest niezmiernie przytłaczająca część mediów takich, które są komercyjne i inspirowane przez takie, czy inne sieci, już nie mówiąc o ośrodkach bardzo mocno finansowanych z różnych źródeł. Ta panoramiczność wyjść naszych katolickich mediów jest naprawdę zaledwie w jakimś początkowym stopniu wystarczająca, ale podkreślam, pomimo iż telewizja Trwam będzie na multipleksie, czy też radio Maryja, to jednak dysproporcja jest mocno widoczna.

KAI: Jaka powinna być główna intencja polskich katolików w Dniu modlitw w intencji Środków Społecznego Przekazu?

– Tutaj posłużę się, jak wiele razy czynię to w moim nauczaniu, taką triadą papieską: prawda, zaufanie, wspólnota. Jeśli będziemy sięgać do źródeł prawdy, nie będziemy przyjmować tego, co idzie od świata, że żyjemy już w cywilizacji światowej, czy europejskiej postprawdy, że prawda jest relatywna i nie ma prawdy absolutnej, a co dopiero powiedzieć nadprzyrodzonej, czyli więzi z Bogiem osobowym, to wtedy nie będzie stopnia zaufania do siebie pomiędzy ludźmi, bo na jakim fundamencie będzie można budować zaufanie do siebie, jeśli będziemy rozmijać się z prawdą o naszej ludzkiej naturze, chociażby mężczyzny i kobiety, o wspólnocie rodzinnej. A co dopiero mówić o wspólnocie międzynarodowej, a poczynając od wspólnoty narodowej. Jak odróżnić to, co jest dzisiaj niesłusznie i fałszywie interpretowane, że wspólnota narodowa jest określana nacjonalizmem, atakującym i wykluczającym inne wspólnoty. I to jest zadanie, które nas dzisiaj niestety przytłacza, ale musimy ten ciężar przyjąć i wyprostowywać również swój sposób myślenia, mówienia, a tym samy budowania odpowiedzialności za wspólnotę ludzką i kościelną.

KAI: W dzisiejszych czasach coraz większa jest liczba księży obecnych w social mediach, na portalach społecznościowych, jak: YouTube, Facebook, Twitter. Jak jest rola kapłana i jego obecności w tej przestrzeni medialnej?

– Media są pewną formą obdarowania, ale są również pewnym ciężarem odpowiedzialności. Jeśli nasze zaangażowanie w mediach ogranicza się do wypowiadania własnego nieraz takiego, czy innego sposobu pojmowania danej prawdy, wtedy to nie służy niestety dobru ogólnemu. Odwołam się tutaj, do takiego wprost żądania młodzieży francuskiej w spotkaniu z Janem Pawłem II. Wprost wówczas powiedziano: „Ojcze nie mów nam o przykazaniach, o przepisach i Kościele jako instytucji, ale podaj nam motywy i racje życia”. Wtedy Ojciec Święty wypowiedział: „Jedyną Prawdą, motywem i racją życia jest dla nas Jezus Chrystus”. I to nie jest żadna idea, czy ideologia. To nie jest nawet przykazanie. Tylko to jest żywy Bóg, który dla naszego zbawienia stał się człowiekiem. I wszedł w nasze realia życiowe, które musimy dzisiaj mierzyć Jego miarą, jako Boga i Człowieka, a nie swoim takim, czy innym odczuciem.

KAI: Bardzo dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Zakończyła się kolejna tura rozmów liderów PiS ws. przyszłości Zjednoczonej Prawicy

2020-09-24 20:34

[ TEMATY ]

polityka

Adobe.Stock.pl

W czwartek po godz. 20 zakończyło się kolejne posiedzenie kierownictwa PiS w sprawie przyszłości Zjednoczonej Prawicy.

Dotyczyło ono oceny osiągniętego porozumienia w ramach Zjednoczonej Prawicy. Istotą tego porozumienia jest wola wspólnej i solidarnej pracy dla Polski - poinformowała w czwartek rzeczniczka PiS Anita Czerwińska.

W spotkaniu, które trwało ok. 3 godzin, uczestniczyli prezes PiS Jarosław Kaczyński, premier Mateusz Morawiecki, wicepremier minister kultury Piotr Gliński, szef MON Mariusz Błaszczak, szef MSWiA Mariusz Kamiński, szef klubu PiS Ryszard Terlecki, wiceprezesi PiS Adam Lipiński oraz Antoni Macierewicz, b. marszałek Sejmu Marek Kuchciński.

Wiceminister obrony Marcin Ociepa z Porozumienia poinformował w czwartek w RMF FM, że członkowie Zjednoczonej Prawicy umówili się, żeby kontynuować rozmowy koalicyjne w piątek. (PAP)

ipa/ brw/ par/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję